Kącik duchowy/NOWY
Spis treści
Kącik duchowy/NOWY
Aforyzmy o przyjaźni
Litania pokory
Na szcyty
Duchowość Zgromadzenia
Jan Paweł II Wielki
Benedykt XVI
Wszystkie strony

II Wojna Światowa to największy, najkrwawszy i najtragiczniejszy konflikt zbrojny w historii świata. Pochłonął ok. 55 milionów ofiar. Trwał on od 1 września 1939 r. do 2 września 1945 r. Walki toczyły się w Europie, w Afryce, w Azji oraz na wszystkich oceanach. W wojnie brały udział kraje ze wszystkich kontynentów, a najważniejsze z nich to: Niemcy, Włochy, Japonia (tzw. państwa Osi), Wielka Brytania, Stany Zjednoczone i ZSRR (alianci).

Ofensywa Armii Czerwonej pod Moskwą

Wojnę rozpoczęły hitlerowskie Niemcy atakiem na Polskę. 17 września 1939 r. pomógł im Związek Radziecki atakując Polaków od wschodu. Bohaterska obrona nie poradziła sobie z tak potężnymi najeźdźcami. Kilka miesięcy później, w kwietniu 1940 r. III Rzesza najechała Danię i Norwegię. Dania bardzo szybko uległa Niemcom. Norwegia broniła się dłużej, lecz i tak skapitulowała. Tymczasem Sowieci zajęli już Litwę, Łotwę, Estonię, Besarabię oraz, po wyczerpującej wojnie, część Finlandii. 10 maja 1940 r. niemieckie wojska pomaszerowały przez Belgię, Holandię i Luksemburg na Francję, która niespodziewanie szybko się poddała. Adolf Hitler miał plan zająć jeszcze Wyspy Brytyjskie, jednak nie udało się mu zniszczyć angielskiego lotnictwa i operacja została odwołana. Niemieckim i włoskim łupem padła również Jugosławia i Grecja.

Równolegle z wojną w Europie toczyły się starcia w Afryce. Początkowo siły niemiecko-włoskie odnosiły sukcesy, lecz po długotrwałym konflikcie zostały wyparte z "Czarnego Lądu". 22 czerwca 1941 r. III Rzesza rozpoczęła realizację planu Barbarossa, czyli inwazji na Związek Radziecki. W początkowej fazie wojny Niemcy bardzo szybko wdzierali się w terytorium ZSRR. W tym samym czasie Japonia, tocząc już wojnę z Chinami, zaatakowała amerykańską bazę morską w Pearl Harbor. Stany Zjednoczone przystąpiły wtedy do wojny ze wszystkimi państwami Osi.

Niemiecka ofensywa na wschodzie zatrzymała się na Moskwie, gdzie Armia Czerwona odepchnęła nazistów, rozpoczynając kontrofensywę. Niemcy przegrali również bitwę pod Stalingradem. Od tego czasu Sowieci wypychali najeźdźców ze swojego kraju. W 1944 r. przekroczyli granicę przedwojennej Polski. Również Japończykom źle się powodziło. Po początkowych sukcesach odnosili porażkę za porażką.

6 czerwca 1944 r. Amerykanie i Brytyjczycy przeprowadzili desant na plaże w Normandii w północnej Francji. Udało im się przełamać niemiecki opór i rozpocząć przemarsz po okupowanej Europie. Niespodzianka spotkała ich w lasach Ardenów, gdzie Niemcy rozpoczęli kontrofensywę, która jednak skończyła się klęską nazistów. Niedługo po tym Rosjanie zaczęli oblegać Berlin, który poddał się 2 maja 1945 r. Niemcy skapitulowały 7 maja 1945 r.

Japonia opierała się nieco dłużej, jednak po zrzuceniu przez Amerykanów bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki również skapitulowała 2 września 1945 r.

 

 

Niepublikowany dotąd meldunek sytuacyjny z 1 września 1939 r. z godz. 4.49 informuje o niemieckich bombowcach lecących w kierunku Wielunia. Ten pierwszy polski dokument II wojny światowej udostępniło PAP Centralne Archiwum Wojskowe.

"Nad nami w tej chwili widzę samoloty bombowce lecą straszną szybkością straż graniczna melduje, że Niemcy atakują na dwie strony samolotami Rudniki Radoszczów" - napisał 1 września 1939 r. o godz. 4.49. kapral Wilkosz, operator stacji juzowej (rodzaj ówczesnego dalekopisu - PAP) Muchawiec w okolicach Wielunia.

"Meldunek sytuacyjny jest pierwszym chronologicznie zachowanym polskim dokumentem II wojny światowej" - podkreślił w rozmowie z PAP dr Czesław Andrzej Żak, dyrektor Centralnego Archiwum Wojskowego. Dodał, że dokument dotąd nie był publikowany i jest bardzo mało znany.

Stacja juzowa, z której nadany został meldunek sytuacyjny, obsługiwała zgrupowanie płk. Jerzego Grobickiego, złożone z wieluńskich batalionów Obrony Narodowej oraz 1. pułku kawalerii Korpusu Ochrony Pogranicza, należący do Armii "Łódź". Oddziały te 30 sierpnia 1939 r. opuściły Wieluń, a w chwili wybuchu wojny dowództwo zgrupowania znajdowało się w Walichnowach.

Meldunek sytuacyjny powstawał na gorąco w trakcie ataku niemieckiego lotnictwa. Pisany zaczął być o godzinie 4.49, ale zawiera też odniesienia do sytuacji z 4.55. "Meldować, że kryptonim Ignac melduje, że w kierunku Wielunia jechało 20 m (maszyn - PAP) bombowców nieprzyjacielskich o godz. 04 e 55 k krążyły nad Ignacem i odleciały nad Wieluń...".

Wieluń został zaatakowany przez jednostki Luftwaffe podlegające dowódcy lotnictwa do zadań specjalnych gen. Wolframowi von Richthofenowi. Wśród nich był m.in. I dywizjon 76 pułku bombowców nurkujących, pod dowództwem kapitana Waltera Siegela. W jego składzie byli lotnicy z Legionu Kondor, którzy zbombardowali w 1937 r. Guernikę.

W wyniku terrorystycznego ataku niemieckiego lotnictwa na Wieluń, który trwał do godziny 14, zginęło ponad 1200 osób. Niektóre źródła podają nawet liczbę 2000 ofiar śmiertelnych. Bomby zrzucone na Wieluń przez "stukasy" (Junkersy Ju 87) zniszczyły w 75 proc. miasto. Straty w samym centrum były jeszcze większe i sięgały 90 proc.

Zniszczeniu uległy m.in. Szpital Wszystkich Świętych i najstarszy wieluński kościół parafialny, pw. św. Michała Archanioła, zbudowany na początku XIV. Po bombardowaniach na starym rynku ocalało jedynie kolegium pijarów.

Wieluń był niewielkim 16-tysięcznym miasteczkiem położonym 21 km od granicy III Rzeszy. W chwili ataku niemieckiego nie stacjonowały w nim żadne jednostki Wojska Polskiego, nie było tam również stanowisk obrony przeciwlotniczej. Nie tylko z punktu widzenia militarnego, ale również gospodarczego nie stanowiło ono żadnego istotnego celu dla Luftwaffe. Nie było w nim bowiem zakładów przemysłowych, nie przebiegały przez nie ważne linie komunikacyjne.

W kampanii wrześniowej 1939 r. niemieckie siły zbrojne po raz pierwszy wykorzystały lotnictwo w skali masowej do walki z bezbronną ludnością. Wojna totalna podjęta przez niemieckie dowództwo miała przerazić społeczeństwo polskie i sparaliżować jego wolę oporu. Szymon Datner, w opracowaniu dotyczącym zbrodni niemieckich dokonanych w czasie kampanii wrześniowej, ustalił, że co najmniej 158 miast i osiedli otwartych na terenie Polski stało się w tym okresie ofiarami barbarzyńskich nalotów Luftwaffe.

*************************************************************************************************************

 


15 sierpnia Kościół katolicki obchodzi święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, znane w polskiej tradycji jako święto Matki Bożej Zielnej - od kwiatów i ziół, święconych w tym dniu w kościołach.
Ten dzień to kulminacja licznych pielgrzymek pieszych, które spotykają się na Jasnej Górze w Częstochowie.

15 sierpnia przypada także 90. rocznica Cudu nad Wisłą i ten dzień obchodzony jest jako święto Wojska Polskiego.

Uroczystość Wniebowzięcia NMP, która obchodzona jest od V wieku, zalicza się do najstarszych świąt maryjnych w Kościele. Przypomina o wniebowzięciu Maryi jako nieśmiertelnej matki Syna Bożego. To święto maryjne określa się w kościołach wschodnich jako: Zaśnięcie, Odpocznienie Najświętszej Maryi Panny.

Kościół zachodni święto Wniebowzięcia NMP obchodzi 15 sierpnia, a kościoły wschodnie, zachowujące kalendarz starego stylu (juliański) - trzynaście dni później, czyli 28 sierpnia.

W Jerozolimie obchody święta Wniebowzięcia odbywały się w kościele położonym w pobliżu Ogrodu Oliwnego, gdzie znajdował się grób, z którego - jak głoszono - Maryja została wzięta do nieba.

W VI wieku cesarz bizantyjski Maurycy polecił obchodzenie tego święta w całym Kościele wschodnim; w VII wieku pod wpływem klasztorów wschodnich święto przeniesiono do Kościoła rzymskokatolickiego. Papież Pius XII ogłosił 1 listopada 1950 roku prawdę o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny jako dogmat wiary katolickiej.

Kult Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny praktykowany był we wczesnym chrześcijaństwie - wiązało się z nim wiele apokryficznych opowieści. Według jednej z nich w dzień Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny zjechali się apostołowie z oddalonych krańców ziemi, by pochować ciało matki Zbawiciela u podnóża Góry Oliwnej. Przy zaśnięciu Maryi nie było jednak Tomasza, który po spóźnionym przybyciu prosił o otworzenie grobu Maryi. Gdy odsunięto kamień, znaleziono pusty grób, a w miejscu ciała Matki Bożej leżały pachnące lilie i wianki kwiatowe. Dlatego też w dzień Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny święci się w kościołach kwiaty i zioła.

Święto Wniebowzięcia należy do najstarszych na ziemiach polskich uroczystości maryjnych. Potwierdzeniem tego jest wybór Najświętszej Maryi Panny na patronkę metropolii gnieźnieńskiej w X wieku (Królowa Polski).

W Kościele katolickim dni poprzedzające uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny są tradycyjnie okresem pielgrzymek do sanktuariów maryjnych, a u unitów i prawosławnych święto Zaśnięcia Maryi poprzedza 14-dniowy post.

Pielgrzymowanie jako forma pobożności sięga początków chrześcijaństwa - swe apogeum przeżywało w średniowieczu. Ponowne odrodzenie ruchu pątniczego nastąpiło w Europie w XVIII wieku. Największa coroczna pielgrzymka piesza na Jasną Górę, wyruszająca 6 sierpnia z Warszawy, została zapoczątkowana w 1711 roku.

W tradycji ludowej święto 15 sierpnia jest dziękczynieniem za zebrane plony. Tego dnia przynosi się do kościoła do poświęcenia bukiety złożone ze zbóż, warzyw, owoców, kwiatów i ziół.

Wokół święta Wniebowzięcia powstało w kulturze polskiej wiele zwyczajów związanych z poświęconymi w ten dzień wiankami uplecionymi ze świeżych ziół, które miały zabezpieczać przed wieloma chorobami.

Ołtarz Zaśnięcia, Wniebowzięcia i Ukoronowania Matki Bożej w kościele Mariackim w Krakowie, wykonany w XV wieku przez Wita Stwosza, to największe dzieło polskiej sztuki rzeźbiarskiej.

Dzień Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, decyzją komunistycznych władz, przestał być dniem wolnym od pracy w 1955 roku. W maju 1989 roku Sejm przywrócił to święto jako dzień ustawowo wolny od pracy.

Największe uroczystości w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, z udziałem przedstawicieli parlamentu i Episkopatu Polski oraz licznych pielgrzymów, odbywają się na Jasnej Górze w Częstochowie.

*******************************************************************************************************

Wakacyjne znajomości

 

 

Pocztówki wysłane do rodziny i znajomych, kilkadziesiąt zdjęć, dzięki którym jeszcze raz będziemy mogli wrócić w niedawno odwiedzane miejsca zdając relację z naszych letnich wypraw w gronie najbliższych, bilety wstępu do muzeów, może kilka nowych bibelotów na półce – to najczęstszy bilans wakacji.


Kodeks przyjaźni

 

A równocześnie to właśnie podczas letnich miesięcy, gdy sprzyja temu mniej konwencjonalna atmosfera, altjesteśmy bardziej otwarci na nowych ludzi, na nowe relacje, które nierzadko przeradzają się w trwałe przyjaźnie. Wbrew obiegowej opinii przyjaciele nie tylko służą radą w trudnych chwilach czy pomagają znaleźć wyjście z wydawać by się mogło beznadziejnej sytuacji. Nie tylko wzbogacają nas swą obecnością, byśmy mogli w doborowym towarzystwie spędzić czas wolny. Bywa też, że stają się ostatnią deską ratunku, gdy znajdziemy się w trudnej sytuacji finansowej. Choć możemy nawet nie zdawać sobie z tego sprawy, nasi przyjaciele są często w rzeczywistości swego rodzaju papierkiem lakmusowym nas samych, bowiem przyglądając się im, możemy w gruncie rzeczy dowiedzieć się wiele o sobie.

Przykłady pociągają

Z pewnością nie brakuje w gronie naszych znajomych i takich, których np. tryb życia diametralnie różni się od naszego, zgodnie z zasadą głoszącą, że przeciwieństwa się przyciągają. Jednak nawet pobieżna analiza grona naszych najbliższych przyjaciół uświadomi nam, że gros z nich to osoby, które podzielają nasze zainteresowania, pasje czy poglądy. Przyjaźń oparta na takich fundamentach utwierdza nas w przekonaniu, że wybory przez nas dokonane są właściwe, że to, jak postępujemy, nie jest pozbawione sensu. Z pewnością rację mieli więc już starożytni twierdząc, że verba docent, exempla trahunt – słowa uczą przykłady pociągają. Podobny sposób myślenia, postrzegania otaczającej nas rzeczywistości, taka sama wrażliwość składają się na poczucie braterstwa, które z kolei gwarantuje nam jedną z naszych podstawowych potrzeb – poczucie bezpieczeństwa. Czai się jednak tu pewne niebezpieczeństwo, gdyż nieświadomie naśladujemy osoby, które darzymy sympatią. Upodabnianie się dotyczy zazwyczaj sfery fizycznej, np. sposobu ubierania się, poruszania czy gestykulowania. Zachodzi tu bowiem analogiczna zasada charakteryzująca członków rodziny, gdzie podobieństwo fizyczne jest synonimem zaufania. Taki mechanizm może jednak zagrażać właściwej relacji między przyjaciółmi. Czy zatem rzeczywiście w przyjaźni należy wystrzegać się wszelkiego naśladownictwa? Z pewnością tak, gdy bardziej będzie przybierało postać bezmyślnego kopiowania czy wręcz papugowania zachowań innych. Gdy jednak będzie ono świadomym wyborem, w psychologii nazywanym modelowaniem, może przynieść wiele korzyści zarówno w sferze prywatnej, jak i zawodowej. Warto jest więc brać przykład z przyjaciół, którzy doskonale radzą sobie z publicznym zabieraniem głosu, negocjowaniem podwyżki czy zarządzaniem swoim finansowym kapitałem. By instynktowne naśladowanie przyjaciół przyniosło pożądany efekt, by nas czegoś nauczyło, należy szukać tajemnicy sukcesu u samego źródła. Dobrze jest więc skorzystać z przykładu bliskich nam osób zasięgając u nich uprzednio rady. Rozmowa o tym, jak udało się np. dobrze wypaść podczas rozmowy kwalifikacyjnej, skorzystanie z wskazówek przyjaciela pomoże nam odpowiednio się przygotować i pomyślnie przebrnąć selekcję. Proste rady tych, których darzymy sympatią przynoszą oczekiwany efekt, gdyż okraszane są życzliwością i wzajemnym zaufaniem. Nie ma tu więc mowy o przysłowiowym kopaniu pod sobą dołków. W przyjaźni obowiązuje bowiem zasada wzajemnej troski, która w niczym nie przypomina przykrego obowiązku rewanżowania się. Przyjaciele reagując na swoje potrzeby kierują się przede wszystkim dobrem drugiego. To, co rzeczywiście ma znaczenie, co weryfikuje nierzadko przyjaźń, to umiejętność przyjmowania bez skrępowania dowodów sympatii, nawet wtedy, gdy jedną ze stron nie stać na rewanż.

 

 

Znaki ostrzegawcze

 

Z łatwością potrafimy wymienić zalety utrzymywania przyjacielskich relacji z innymi. Przyjaciele pomagają nam w bardziej obiektywnym spojrzeniu na to, co sprawia nam największe trudności, dzięki nim łatwiej przychodzi nam radzenie sobie z problemami. Co jednak może zagrażać i prowadzić do zerwania tak ważnych dla nas więzi? Najtrudniej przychodzi nam zachować równowagę między bezinteresowną relacją a postrzeganiem jej w wymiarach czerpania korzyści. Często już w zarodku kończymy znajomość, która zapowiada się na szczerą zażyłość obawiając się właśnie interesowności ze strony drugiej osoby. Trudno jest także wyważyć między akceptacją, jakiej oczekujemy od innych, a pokusą osądu ich zachowań czy wyborów. W końcu niebezpieczne może być przekonanie o roszczeniu sobie prawa do dawania rad naszym przyjaciołom, nawet gdy nas o to nie poproszą, ponieważ to zawsze do nich należy ostateczna decyzja. Zbliżający się koniec wakacji może być również próbą dla starych przyjaźni, gdy zauroczeni nowo poznanymi osobami odsuwamy na dalszy plan tych, których darzymy zaufaniem od lat. Spośród wielu definicji przyjaźni warto dodać więc jeszcze jedną: to harmonia wzajemnego zaufania, akceptacji w poczuciu wolności, a nie przymusu.

Wakacyjne przyjaźnie

Zazwyczaj, kiedy gdzieś wyjeżdżasz, poznajesz jakąś osobę, z którą spędzasz większość czasu. Śmiejecie się, opowiadacie o swoich klasach, wspólnie spacerujecie po okolicy... Ale wyjazd w końcu dobiega końca - a więc pytanie brzmi: "co wtedy???".
Warto wymienić się numerami telefonów, mailami, GG itp. Przez cały czas będziesz mogła kontaktować się ze swoją znajomą (lub znajomym). Możecie przesyłać sobie fotki, dowcipy i wszystko czym chcecie się ze sobą podzielić. A kiedy znów nadejdą wakacje, do dlaczego nie mogłabyś się znów spotkać z tą osobą? Bo przecież macie ze sobą kontakt, więc jeśli rodzice się zgodzą, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby się umówić!

 

 

 

Jak dobrze przeżyć wakacje?10Z013
ks. Jarosław Grabarek


Wakacje to dla dorosłych czas urlopów i regeneracji sił potrzebnych do dalszej pracy zawodowej, a dla dzieci to dwa miesiące bez szkoły, książek i sprawdzianów. Wyjeżdżamy wtedy do różnych zakątków naszego kraju, odwiedzamy rodzinę i przyjaciół, a osoby lepiej sytuowane decydują się często na wyjazd za granice naszej ojczyzny, aby spędzić miło jakiś czas nad lazurowym morzem lub powędrować w wysokie góry.

Często w okresie wakacyjnym osoby dorosłe i dzieci, choć przyznają się do Kościoła katolickiego, robią sobie wakacje również w dziedzinie obowiązków religijnych. Wystarczy, że w miejscowości, w której wypoczywamy nie ma kościoła w zasięgu wzroku i już czujemy się zwolnieni z udziału w niedzielnej Eucharystii. A modlitwa ranna i wieczorna też nam ciąży, bo przecież inni patrzą.

Atrakcji turystycznych potrafimy szukać w promieniu wielu kilometrów od naszej wakacyjnej bazy, a świątynia w sąsiedniej wiosce wydaje się nam celem zbyt odległym, by do niego podążać.

Tymczasem wakacje mogą być dla chrześcijanina czasem pogłębienia wiary w Boga, czasem nawiązania bliższej przyjaźni z naszym Stwór-cą. Przecież wtedy właśnie mamy najlepszą okazję do podziwiania tego wszystkiego, co On stworzył i co Jemu zawdzięczamy. Cudowne góry, w których jesteśmy jakby bliżsi niebu i błękitne wody, w których kipi życie, to kolejne dowody istnienia "Wspaniałego Zegarmistrza", który zbudował i reguluje ten wspaniały mechanizm świata.

A oprócz tego istnieją możliwości przeżycia wakacji w sposób bardzo typowy dla wierzących w Boga. Co roku w sierpniu wyrusza Piesza Pielgrzymka Wrocławska na Jasną Górę. Jej uczestnicy idą dziewięć dni, aby na końcu tej drogi spotkać się choć na chwilę z Matką Bożą w Jej cudownym wizerunku z klasztoru w Częstochowie. Ci, którzy choć raz przeszli tę drogę zazwyczaj nie są w stanie opowiedzieć, co tam przeżyli, bo rzeczywiście nie są to sprawy łatwe do opowiedzenia. A potem idą znowu, starsi i małolaty w wózkach, zdrowi i inwalidzi, bywa, że i o kulach czy lasce; przedstawiciele inteligencji i prości ludzie bez wielkiej wiedzy, ale z wielką wiarą. Te dziewięć dni w drodze to wspaniałe rekolekcje, które można przeżyć co roku, jeżeli tylko zdobędziemy się na odwagę, by ruszyć się z domu.

Inna wakacyjna propozycja, to oaza, czyli pobyt w jakiejś atrakcyjnej miejscowości wraz z grupą innych spragnionych modlitwy, wiedzy na temat Boga i wypoczynku w łączności z Nim. Takie wyjazdy organizują niektóre parafie we Wrocławiu, wystarczy wziąć telefon i poszukać. Taki sposób spędzania czasu wolnego, to niesamowite przeżycie dla dzieci i młodzieży. Pamiętam swój pierwszy pobyt na oazie w Tylce koło Krościenka. Mieszkaliśmy w stodole, czyli lokalu kategorii "S", a dziewczęta zajmowały strych dużego domostwa, czyli apartamenty na wysokim poziomie. Tam nauczyłem się uważnie czytać Ewangelię i rozważać ją, bo jest to jedno z codziennych zajęć (tzw. dzielenie się Ewangelią). A codzienna Msza św. sprawowana w górach, w cudownej scenerii, też utkwiła mi w pamięci na całe życie. Również częste wyprawy po zakupy do odległego o 4 km Krościenka były wielką przygodą, bo droga wiodła przez góry i z plecakiem szło się tam jak w szkole przetrwania. Tam poznałem też życie górali, bo mieszkaliśmy w typowym góralskim gospodarstwie.

Jeszcze inna możliwość dla tych, którzy nie robią sobie urlopu i wakacji od obowiązków religijnych to rozmaite wyjazdy organizowane przez grupy działające przy parafiach.

Takie rekolekcje nad jeziorem to czas szczególnego relaksu, ale i czas budowania tego, co najważniejsze - swojej wiary.

A jeśli ktoś pragnie w naprawdę radykalny sposób wyłączyć się z biegu życia, może skorzystać z rekolekcji zamkniętych, trwających tydzień, ale i miesiąc, jeśli ktoś sobie tego życzy, organizowanych przez niektóre zakony w Polsce. Aby poznać terminy i miejsca, wystarczy zadzwonić po informację do Kurii Metropolitalnej we Wrocławiu. Podczas takich rekolekcji jest okazja do przemyśleń i podjęcia decyzji dotyczących dalszego życia.

Jak widać z powyższych danych nie trzeba się martwić tym, że nie ma możliwości spędzenia wolnego czasu w łączności z Bogiem. Jest tych możliwości bardzo dużo i trzeba naprawdę niewiele wysiłku, by skorzystać z jednej z nich. I wcale nie trzeba się tu silić na oryginalność, bo nawet zwykły pobyt u babci na wsi może być okazją do pogłębienia naszej przyjaźni z Bogiem.

Pawdziwy chrześcijanin nigdy nie zrobi sobie wakacji od Boga, modlitwy i udziału w niedzielnej Eucharystii!

 

*********************************************************************************************

 

Przemawia do nas życie i męczeństwo ks. Jerzego Popiełuszki

06.06.2010.
100607c.png Beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki odbyła się 6 czerwca w Warszawie - więcej szczegółowych informacji na www.episkopat.pl . Z okazji beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki wystosowany został list, który został odczytany w niedzielę, 30 maja 2010 r. we wszystkich kościołach i kaplicach.

Niech przemawia do nas świadectwo ks. Jerzego

List pasterski Episkopatu Polski
przed beatyfikacją Sługi Bożego Księdza Jerzego Popiełuszki

Siostry i Bracia! Umiłowani w Chrystusie Panu!

W najbliższą niedzielę, 6 czerwca, wysłannik Ojca Świętego, Abp Angelo Amato, Prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, dokona w Warszawie beatyfikacji Księdza Jerzego Popiełuszki. Kościół zaliczy go do grona błogosławionych męczenników za wiarę. Można powiedzieć, że w pełni zrealizował on w swoim życiu czytane przed chwilą słowa św. Pawła: „Ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość wypróbowaną cnotę, wypróbowana cnota zaś nadzieję. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego”.

Nadzieja, którą Ksiądz Jerzy pokładał w Bogu, zaowocowała miłością heroiczną. Chociaż jego posługiwanie kapłańskie przypadło na czas wielkiego ucisku, pozostał on wierny swemu powołaniu i wytrwale służył Bogu i człowiekowi. Pośród prześladowań wskazywał, jak kochać i sam żył miłością na co dzień, a zło uczył dobrem zwyciężać. Zginął śmiercią męczeńską 19 października 1984 r. Przeżył zaledwie 37 lat i tylko 12 lat pełnił kapłańską służbę. W dziesiątą rocznicę jego śmierci Jan Paweł II pisał: „Ten kapłan-męczennik pozostanie na zawsze w pamięci naszego narodu jako nieustraszony obrońca prawdy, sprawiedliwości, wolności i godności człowieka”.

1. Zawsze blisko Boga

Dzięki wyniesionej z domu rodzinnego głębokiej wierze oraz chrześcijańskiemu wychowaniu, zażyłość z Bogiem była od najmłodszych lat dla księdza Jerzego najważniejsza. Przywiązanie do prawdy i wolności stało się dla niego elementarną postawą życiową. Urodził się w liturgiczne święto Podwyższenia Krzyża, 14 września 1947 r., na Białostocczyźnie, we wsi Okopy, oddalonej o kilka kilometrów od kościoła parafialnego i szkoły w Suchowoli. Od najmłodszych lat Eucharystia stanowiła w naturalny sposób centrum jego życia. By codziennie służyć do Mszy Świętej, wychodził z domu do szkoły godzinę wcześniej niż inne dzieci. Nie uważał tego za poświęcenie, lecz traktował jako łaskę.

Po maturze wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie. Po pierwszym roku studiów został wcielony do specjalnej jednostki wojskowej, której jednym z głównych celów było łamanie powołań kapłańskich. Gdy tylko udało mu się wyjść na przepustkę, pierwsze kroki kierował do kościoła, by uczestniczyć we Mszy Świętej i przystąpić do Komunii. Mimo wielu uciążliwych represji ze strony dowódców – dbał o wspólną modlitwę. Był przekonany, że to najlepsza obrona przed zniewoleniem i lękiem. Pisał wtedy do ojca duchownego: „Okazałem się bardzo twardy, nie można mnie złamać groźbą ani torturami. Może to dobrze, że akurat jestem ja, bo może ktoś inny by się załamał.”

2. Przyjaciel człowieka

Po odbyciu służby wojskowej wrócił do seminarium i po dokończeniu studiów teologicznych, dnia 28 maja 1972 r., przyjął święcenia kapłańskie z rąk Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Miał świadomość, że posługa kapłańska jest przedłużeniem zbawczej misji Jezusa Chrystusa. Starał się być zawsze tam, „gdzie są ludzie najbardziej potrzebujący, krzywdzeni, poniewierani w swojej ludzkiej godności.” Wyczuwał, gdzie szukać takich ludzi. Powierzone sobie zadania wykonywał z wielkim zaangażowaniem. Kiedy, z powodu słabego zdrowia, został zwolniony z regularnej pracy parafialnej, poproszono go, by został duszpasterzem średniego personelu medycznego. Szybko zrozumiał, że to nie wystarczy i swoją posługą objął całą służbę zdrowia – lekarzy, pielęgniarki i studentów medycyny.

Gdy w sierpniu 1980 r. został posłany przez Kardynała Wyszyńskiego, by odprawić Mszę Świętą dla strajkujących hutników, także za nich poczuł się odpowiedzialny. Zaczął organizować spotkania kształtujące ich świadomość religijną i społeczną. Zapraszał do współpracy osoby z różnych środowisk. Uczył poszanowania godności człowieka i szacunku do pracy. W jednym z kazań mówił: „Praca (…) ma służyć człowiekowi, ma człowieka uszlachetniać. Stąd człowiek nie może być niewolnikiem pracy i w człowieku nie wolno widzieć tylko wartości ekonomicznych. W życiu osobistym, społecznym, zawodowym, nie można budować tylko na materializmie. Materializm nie może brać góry nad duchową stroną człowieka.”

Po wprowadzeniu stanu wojennego, Ksiądz Jerzy zaczął odprawiać w kościele pw. św. Stanisława Kostki w Warszawie Msze za Ojczyznę. Gromadziły one wielotysięczne tłumy. Jego głos docierał do licznych zakątków kraju. W spokojnych i rzeczowych kazaniach bronił godności człowieka i godności narodu, a przede wszystkim wzywał do dawania chrześcijańskiego świadectwa w trudnej i bolesnej rzeczywistości.

Ksiądz Jerzy dla wszystkich był bratem. W duszpasterskiej posłudze starał się być blisko ludzi. Urzekał prostotą i ciepłem zarówno wtedy, gdy sprawował sakramenty święte, jak również wtedy, gdy chodził na procesy polityczne aresztowanych, organizował opiekę nad ich rodzinami, pomagał pokonywać strach. Budził ogromne zaufanie. Otaczała go coraz większa rzesza ludzi. Byli wśród nich twórcy kultury oraz ludzie nauki, lekarze i pielęgniarki, robotnicy i studenci. Wielu z tych, którzy przychodzili do kościoła św. Stanisława Kostki, przeżywało głębokie nawrócenie. Z całą prostotą cieszył się powodzeniem, ale był świadomy, że jest tylko narzędziem w ręku Opatrzności. W swoim dzienniku zapisał: „Jak wiele potrafisz, Boże, zdziałać przez tak niegodne jak ja stworzenie. Dzięki Ci, Panie, że się mną posługujesz”.

3. Nauczyciel wolności i życia w prawdzie

Ksiądz Jerzy uwierzył słowu Chrystusa: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”. W jednym z kazań tłumaczył: „Aby pozostać człowiekiem wolnym duchowo, trzeba żyć w prawdzie. (…) Życie w prawdzie, to dawanie prawdzie świadectwa na zewnątrz, to przyznanie się do niej i upominanie się o nią w każdej sytuacji. Prawda jest niezmienna. Prawdy nie da się zniszczyć taką czy inną decyzją, taką czy inną ustawą. Jesteśmy powołani do prawdy, jesteśmy powołani do świadczenia o prawdzie w swoim życiu”.

Mówił też: „Żyć w prawdzie to być w zgodzie ze swoim sumieniem”. Uczył, że wolność jest przede wszystkim wolnością od lęku, ale też wolnością sumienia, bo „sumienie jest taką świętością, że nawet sam Bóg sumienia ludzkiego nie ogranicza”. Zadawał pytania najprostsze: „Czy dzisiaj mam odwagę upomnieć się o swojego brata, który jest niesłusznie więziony? Czy pomagam swojemu bratu pamiętając, że przez pomoc bratu pomagam samemu Chrystusowi”? Wiedział, że odpowiedź na te pytania wymaga odwagi i zachowania godności. W Bydgoszczy, w czasie ostatnich rozważań różańcowych, 19 października 1984 r., przypominał: „Pomnażać dobro i zwyciężać zło to dbać o godność dziecka Bożego, o swoją ludzką godność. Życie trzeba godnie przeżyć, bo jest tylko jedno. Trzeba dzisiaj bardzo dużo mówić o godności człowieka, aby zrozumieć, że człowiek przerasta wszystko, co może istnieć na świecie, prócz Boga”.

Zadania, które Ksiądz Jerzy podejmował z poczuciem, że nie może postępować inaczej, wymagały heroicznych decyzji. Próbowano go zastraszyć stosując uciążliwe, dręczące szykany. Nie zrażając się tym, każde kazanie kończył modlitwą w intencji stosujących przemoc i o zachowanie od nienawiści tych, którzy muszą przeciwstawiać się represjom. Wspomniane rozważania różańcowe w Bydgoszczy zakończył w ten sposób: „Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy”. To były jego ostatnie słowa wypowiedziane publicznie. Kilka godzin później został uprowadzony i następnie brutalnie zamordowany.

4. Nasze dziękczynienie za Księdza Jerzego

Beatyfikacja Księdza Jerzego Popiełuszki odbędzie się na Placu Piłsudskiego w Warszawie, w Święto Dziękczynienia. Będziemy dziękować Bożej Opatrzności za naszą wolność i za tych wszystkich, którzy nas ku niej prowadzili. Będziemy dziękować za rok 1980 i za wielki zryw Solidarności, za wielkich nauczycieli i mistrzów Księdza Jerzego: Prymasa Tysiąclecia i Sługę Bożego Jana Pawła II. W Roku Kapłańskim pragniemy szczególnie dziękować za dar życia, powołania i posługi Księdza Jerzego Popiełuszki, męczennika za wiarę i godność człowieka. „Niech przemawia do nas świadectwo tego kapłana – napisał Jan Paweł II – które się nie przedawnia, które było ważne nie tylko wczoraj, ale jest ważne także dzisiaj. Może dzisiaj jeszcze bardziej.”

Świadectwo Księdza Jerzego jest dziś bardzo aktualne. Dziś także przecież trzeba stanowczo stawać w obronie prawdy, godności człowieka oraz ewangelicznych wartości. Dziś także trzeba w Polsce jednoczyć ludzi wokół spraw najważniejszych. Trzeba uwalniać się od nienawiści i budowania murów, które dzielą, a zło dobrem zwyciężać.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko pokazał nam świadectwem swego życia, że autentycznie przeżywana wiara rodzi postawę zatroskania o dobro innych ludzi. Jako kapelan Solidarności nie był obojętny na kłamstwo, biedę, krzywdę, niesprawiedliwość. W ten sposób stał się swego rodzaju patronem sprawiedliwości społecznej w naszym kraju. Nauczanie i postawa Księdza Jerzego uwrażliwiają nas dzisiaj na współczesne formy wyzysku i złego traktowania ludzi słabych, biednych i bezrobotnych.

Uroczystość beatyfikacji będzie przeżywać razem z nami Matka Księdza Jerzego, pani Marianna Popiełuszko, która od początku modliła się za morderców swojego syna. Pragniemy z najgłębszym szacunkiem i wdzięcznością powiedzieć w imieniu Kościoła i Polski: Mamo, „Bóg zapłać” za takiego Syna!, „Bóg zapłać” za takiego Kapłana! „Bóg zapłać” za Twoją wiarę!

Umiłowani w Chrystusie Panu!

Niech dzień beatyfikacji Księdza Jerzego stanie się wielkim świętem dla całej naszej Ojczyzny. Niech wszystkie parafie i wspólnoty kościelne zjednoczą się na modlitwie z tymi, którzy będą uczestniczyć we Mszy Świętej beatyfikacyjnej. Trwając w dziękczynieniu Bogu w Trójcy jedynemu, pamiętajmy również o budowanej w Warszawie-Wilanowie Świątyni Opatrzności Bożej. Wesprzyjmy to dzieło ofiarą zbieraną w dniu beatyfikacji we wszystkich parafiach w Polsce. Jest to wotum narodu za wielkie dzieła Boże. Również za dar życia, powołania i posługi Księdza Jerzego Popiełuszki, męczennika za wiarę i godność człowieka.

Na owocne przeżycie beatyfikacji i przyjęcie nowego Patrona wszystkim z serca błogosławimy.

Podpisali: Pasterze Kościoła Katolickiego w Polsce obecni na 351. Zebraniu plenarnym Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie w dniach 8-9 marca 2010 r.


Matka, która wychowała świętego

Mamo, „Bóg zapłać”– tymi słowami biskupi dziękują Mariannie Popiełuszko za niezłomnego kapłana-męczennika, którego wychowała i za jej wiarę.

We łzach odprawiałam go na tamten świat, a teraz w radości będę spotykała – mówi ze wzruszeniem matka ks. Jerzego Popiełuszki. Kapłan zostanie beatyfikowany 6 czerwca w Warszawie.

Biskupi w liście pasterskim przed beatyfikacją zaznaczają, że zażyłość z Bogiem, była dla ks. Jerzego najważniejsza od najmłodszych lat. Przyczyniła się do tego wyniesiona z domu rodzinnego głęboka wiara. „Od najmłodszych lat Eucharystia stanowiła w naturalny sposób centrum jego życia. By codziennie służyć do Mszy Świętej, wychodził z domu do szkoły godzinę wcześniej niż inne dzieci. Nie uważał tego za poświęcenie, lecz traktował jako łaskę” – czytamy. „Mamo, „Bóg zapłać” za takiego Syna!, „Bóg zapłać” za takiego Kapłana! „Bóg zapłać” za Twoją wiarę!” – piszą biskupi, zwracając się do Marianny Popiełuszko.

Pytana przez dziennikarzy, jak wychować świętego, matka ks. Jerzego wylicza: należy kochać Boga i ludzi, kochać sercem i czynami. Jak wspomina brat ks. Jerzego – Józef Popiełuszko - w domu mama codziennie śpiewała godzinki, w maju – majowe, a w październiku odmawiała różaniec. Podkreśla też, że w niedzielę i święta wszyscy chodzili do kościoła, nawet w największe mrozy.

Dziennikarzy interesowało, czy matka ks. Jerzego modli się do swojego syna. „Modlę się do Boga, ale za wstawiennictwem syna” – tłumaczyła.

Ks. Jerzy Popiełuszko zostanie beatyfikowany 6 czerwca 2010 roku jako męczennik za wiarę. Uroczystość beatyfikacyjna rozpocznie się w Warszawie na Placu Piłsudskiego. Przewodniczyć jej będzie abp Angelo Amato, prefekt Kongregacji ds. Beatyfikacji i Kanonizacji. Po niej Traktem Królewskim ruszy procesja z relikwiami nowego beatyfikowanego do Świątyni Opatrzności Bożej w warszawskim Wilanowie.

 

**************************************************************************************************************

Dzień Matki to święto obchodzone corocznie (w Polsce - 26 maja) jako wyraz szacunku wobec matek. W tym dniu są one zwykle obdarowywane laurkami, kwiatami i prezentami przez własne dzieci, rzadziej inne osoby.

Historia


Początki tego święta sięgają czasów starożytnych Greków i Rzymian. Kultem otaczano wtedy Matki-Boginie, symbole płodności i urodzaju. Zwyczaj powrócił w XVII altAnglii pod nazwą Niedziela u Matki (Mothering Sunday). Dzień, w który obchodzono to święto był wolnym od pracy. Do tradycji należało składanie matce podarunków, głównie kwiatów i słodyczy, w zamian za otrzymane błogosławieństwo. Zwyczaj przetrwał do ok. XIX w. Ponownie zaczęto go obchodzić po zakończeniu II wojny światowej. Inaczej historia tego święta przedstawia się w USA. W 1858 amerykańska nauczycielka Anna Reeves Jarvis ogłosiła Dni Matczynej Pracy (Mothers' Work Days), zaś od 1872 ideę Dnia Matek dla Pokoju (Mother's Day for Peace) promowała Julia Ward Howe. Annie Jarvis, córce Anny Jarvis, w 1905 udało się ustanowić Dzień Matki. Z czasem zwyczaj ten rozpowszechnił się na niemal wszystkie stany, zaś w 1914 Kongres USA uznał przypadający na drugą niedzielę maja Dzień Matki za święto narodowe.
Tekst pochodzi z pl.wikipedia.org

Kiedy obchodzimy Dzień Matki?
Polska - 26 maja.
USA - 2. niedziela maja (święto państwowe).
Włochy - podczas Id Marcowych (15-18 marca).

Ciekawostki
Po raz pierwszy w Polsce Dzień Matki obchodzony był w Krakowie w 1923 roku.
W Mongolii Dzień Mam obchodzony jest razem z Międzynarodowym Dniem Dziecka i jest to jedyny kraj, w którym to święto obchodzone jest dwa razy w roku (1 czerwca i 8 marca).
W licznych krajach Dzień Matki świętowany jest razem z Międzynarodowym Dniem Kobiet 8 marca.

***********************************

   I Komunia Święta i wychowanie



Pierwsza Komunia Święta to dla dziecka i dla jego rodziców szansa na przeżycie wielkiego święta miłości Boga do człowieka. Eucharystia wraz z komunią świętą jest niezwykłym darem Boga, który pragnie być pokarmem dla człowieka już tu, w wymiarze życia doczesnego. Los każdego z nas w dużej mierze zależy od tego, czym się karmimy na co dzień. Ważna jest zdrowa żywność dla naszego ciała, ale jeszcze ważniejsze jest to, czym karmimy nasz umysł i nasze serce.

I Komunia Święta i życie Ewangelią

Przygotowanie do Pierwszej Komunii Świętej dziecka to dla całej rodziny szansa na pogłębienie przyjaźni z Bogiem oraz na odnowienie życia zgodnie z zasadami Ewangelii. Jeżeli rodzice i dzieci nie żyją na co dzień mądrością Ewangelii, jeżeli w niedziele i święta nie spotykają się z Bogiem w Eucharystii, to Pierwsza Komunia Święta stanie się jedynie epizodem i miłym wspomnieniem, które powiększy wprawdzie zasób rodzinnych fotografii, ale nie wpłynie na jakość wychowania dziecka ani na sposób jego postępowania. Pierwsza Komunia Święta to dla rodziców przypomnienie o tym, że powinni oni karmić swoje dziecko tymi samymi wartościami i prawdami, którymi karmi nas Bóg. To właśnie rodzice mają być pierwszymi świadkami tego, że Bóg każdego z nas doskonale rozumie i nieodwołalnie kocha. Rodzice dają dziecku czytelne świadectwo o miłości Boga do człowieka wtedy, gdy nie tylko do dziecka, ale również do siebie nawzajem odnoszą się z szacunkiem i z radosną miłością. Miłość doświadczana w rodzinie sprawia, że dziecku łatwo będzie uwierzyć w to, że Bóg kocha je nieodwołalnie i bezwarunkowo.

I Komunia Święta to okazja do tego, by wraz z dzieckiem wspomnieć i ponownie przeżyć chrzest święty, czyli pierwszy sakrament, który przyjęło ich dziecko. Chrzest to bowiem sakrament, w którym Bóg zawierzył rodzicom dziecko, które On kocha i które jest Jego przybranym dzieckiem. Prosząc o chrzest, rodzice zobowiązali się do tego, by codziennie karmić swojej dziecko Bożą prawdą o człowieku i Bożą miłością do człowieka.

Innym ważnym zadaniem rodziców w okresie bezpośredniego przygotowania do I Komunii Świętej jest prowadzenie dziecka na duchową głębię. Chodzi tu zwłaszcza o wyjaśnianie dziecku, że to, co najważniejsze, jest ukryte przed naszym wzrokiem. To, co decyduje o naszym życiu i o naszym losie, opiera się bowiem na miłości i na zaufaniu. Gdy dziecko bawi się na podwórku i jest pewne, że rodzice je kochają, to takie dziecko pozostaje spokojne, gdyż nie boi się tego, że oni gdzieś sobie wyjadą i że na zawsze pozostawią je bez opieki. Podobnie jeśli rodzice pomogą dziecku upewnić się, że jest kochane przez Boga, wtedy będzie ono potrafiło spotykać się i rozmawiać z Niewidzialnym Bogiem. Niezwykle ważnym sposobem przyprowadzania dziecka do Boga jest wspólna modlitwa w rodzinie, regularny udział całej rodziny w niedzielnej i świątecznej Eucharystii, a także wspólna lektura Pisma Świętego, które w prosty i poruszający sposób opowiada niezwykłą historię miłości Boga do człowieka.

Święto religijne a nie świeckie przyjęcie

Przygotowanie dziecka do osobistego i pogłębionego spotkania z Bogiem w komunii świętej to najważniejsze i najpiękniejsze zadanie rodziców. Księża i katecheci pomagają rodzicom w wypełnieniu tego zadania, ale nie mogą ich w tym zastąpić. Dopełnieniem przeżyć, które mają miejsce w kościele w czasie uroczystej Eucharystii jest święto, które rodzice organizują w domu. Święto to powinno być tak pomyślane, by stało się dla dziecka radosnym przedłużeniem przeżyć religijnych, a nie konkurencją dla tych przeżyć. Powinien to być zatem skromny poczęstunek, a nie huczne przyjęcie. Tego dnia powinno być w domu wyjątkowo dużo radości, a niekoniecznie dużo jedzenia, gości i gwaru. Posiłek powinien zacząć się uroczystą modlitwą, którą rodzice i rodzice chrzestni mogą ułożyć w sposób spontaniczny.

Oczywistą jest rzeczą to, że poczęstunek powinien być bez alkoholu, a na honorowym miejscu powinno siedzieć dziecko, bo to jest jego uroczystość. Sam posiłek nie powinien trwać zbyt długo, a w ramach duchowego „deseru” warto przygotować krótki, ale głęboki w treściach program, który może być dopełnieniem przeżyć z porannej Eucharystii. W ramach tego programu warto wspomnieć chrzest święty dziecka a także przeczytać i w prostych słowach skomentować fragment Ewangelii, w którym Jezus bierze dzieci w ramiona i je błogosławi. Można też zaśpiewać kilka piosenek, które opowiadają o miłości Boga do człowieka i o naszym powołaniu do świętości, wykorzystując w tym celu na przykład płyty „Arki Noego”. Warto także urządzić mały konkurs wiedzy biblijnej i poezji religijnej z udziałem dzieci, których zwykle jest sporo pośród zaproszonych gości. Rodzice powinni też poprosić gości o to, by ewentualne prezenty wręczyli dziecku dopiero przy pożegnaniu. Jeszcze lepszym rozwiązaniem jest przekazanie tych prezentów rodzicom, aby oni sukcesywnie wręczali je dziecku dopiero w kolejnych dniach po zakończeniu uroczystości.

Cennym elementem uroczystości jest rodzinny spacer po posiłku i rozmowy z dzieckiem o tym, jak przeżywa spotkanie z Jezusem w swoim sercu oraz jakie ma marzenia na dorosłe życie. Ważny jest także udział całej rodziny w dziękczynnym nabożeństwie popołudniowym, które w każdej parafii organizowane jest w dniu I Komunii Świętej. Dopełnieniem tego dnia powinna być wieczorna rozmowa rodziców z dzieckiem po to, by podsumować wszystkie przeżycia i by dziecko miało jeszcze jedną okazję ku temu, aby opowiedzieć o swoich przeżyciach i myślach związanych z tym niezwykłym dniem. Warto też, by rodzice powiedzieli dziecku o tym, że będą spokojni o jego rozwój i los, jeśli na zawsze zaprzyjaźni się ono z Jezusem. Bóg karmi nas swoją miłością właśnie po to, byśmy mieli siłę kochać i by nasza radość już tu, na ziemi, była wielka.


Dzień pierwszej Komunii Świętej

o. Jan Szczepański CSsR

Jakiś czas przed pierwszą Komunią św. urządza się specjalne spotkanie proboszcza lub katechety z rodzicami. Jest to spotkanie formacyjno-instruktażowe, na którym omawia się problemy związane z organizowaniem tej uroczystości oraz z przeżywaniem dnia pierwszej Komunii w kościele i w domu rodzinnym. Omawia się na nim także sprawę pierwszokomunijnych pamiątek religijnych, sprawę jednolitego stroju pierwszokomunijnego, a także sprawę prezentów, jakie zwyczajowo otrzymują dzieci od swoich rodzin z okazji pierwszej Komunii. Należy omówić także sprawę pamiątkowych zdjęć, robionych zwykle w kościele podczas Mszy św. pierwszokomunijnej, oraz sprawy związane z przyjęciami organizowanymi w domach dzieci pierwszokomunijnych.

Na początku spotkania zwracamy uwagę rodzicom, że dzień pierwszej Komunii św. jest dla dziecka dniem wyjątkowym, od którego niejednokrotnie zależy dalsze życie chrześcijańskie dziecka. Dlatego rodzice muszą zrobić wszystko, by pomóc dziecku w należytym przeżyciu tego dnia, jak również dnia pierwszej Spowiedzi dziecka. Wszystkie inne działania rodziców związane z tymi uroczystościami muszą być traktowane drugoplanowo.

Z okazji pierwszej Komunii św. dzieci otrzymują pamiątki religijne. Należą do nich: książeczka pierwszokomunijna,

  • różaniec,
  • świeca,
  • łańcuszek z medalikiem
  • pamiątkowy obrazek z podpisem proboszcza i pieczęcią parafii.

W to wyposażenie dziecka wchodzi także świeca pierwszokomunijna, o ile takiej nie posiadają dzieci z dnia ich Chrztu świętego. Aby te pamiątki były jednakowe dla wszystkich dzieci, najlepiej jest, gdy zajmuje się tym katecheta w porozumieniu z rodzicami. Różne są pory wręczania i poświęcania tych pamiątek. W niektórych diecezjach poświęcanie ich jest włączone w ostatni rok przygotowania dzieci. W listopadzie np. ksiądz poświęca świece, w styczniu książeczki, a potem stopniowo, w miarę zbliżania się dnia komunijnego, następne pamiątki. W większości diecezji robi się to różnie.

Z uroczystością pierwszej Komunii łączy się drażliwy dziś problem ubiorów dzieci, zwłaszcza dziewczynek. Zdarza się czasami, że niektóre matki z bardziej zamożnych rodzin chcą, aby na pierwszą Komunię ich córki były ubrane najmodniej i z przepychem, aby pokazać się przed innymi. Rzadziej występuje to w odniesieniu do chłopców. Takie działanie jest wypaczeniem idei pierwszokomunijnej, która powinna kierować dziecko do przeżyć i pożytków duchowych tego dnia, do treści religijnych sakramentu Eucharystii. Oczywiście, na dzień pierwszej Komunii trzeba ubrać dziecko odświętnie, ale bez zbędnego przepychu, aby nie odróżniało się ono ubiorem od innych, uboższych dzieci. Dlatego dziś coraz częściej proponuje się na pierwszą Komunię stroje jednolite, nazywane czasami strojami liturgicznymi. Dziewczynki ubierają się w długą, prostą albę bez zbędnych ozdób, czy falbanek. Do niej dołączony jest prosty wianek. Chłopców ubiera się w białe koszule, na które nakłada się stylowo uszyte komże. Spodnie mają czarne lub granatowe. Za jednolitymi strojami przemawia fakt, że dzieci z rodzin uboższych, widząc niektórych rówieśników w sukienkach z wyszukanymi falbankami, czy w lśniących garniturach, czują się pokrzywdzone.

Zwyczajem pierwszokomunijnym ostatnich parudziesięciu lat stało się w Polsce obdarowywanie dzieci pierwszokomunijnych upominkami. Zwyczaj ten ciągle się rozwija w kierunku prezentów coraz droższych. Dawniej, można powiedzieć, standardowym upominkiem był zegarek na rękę, uważany za symbol dorosłości. Później kupowano aparaty fotograficzne, łyżworolki, albo rowery zwykłe czy górskie. Dziś już takie prezenty nie wystarczają. Coraz częstsze są komputery czy gry telewizyjne i to niejednokrotnie z programami niestosownymi dla dzieci. Rodzice chrzestni czy dziadkowie dają dziś dzieciom złote łańcuszki z medalikami, a często nawet dość duże pieniądze. Nic dziwnego, że prowadzi to do opłakanych skutków. Już dzisiaj, rodzicom coraz trudniej znaleźć chętnych na rodziców chrzestnych dla nowo narodzonego dziecka. Ludzie ubożsi obawiają się, że nie będzie ich stać w przyszłości na odpowiedni prezent pierwszokomunijny, ludzie zaś bardzo bogaci często nie posiadają wymaganych kwalifikacji duchowych. W związku z prezentami należy pamiętać, że nie można ich dawać dzieciom przed Mszą św. pierwszokomunijna, a najlepiej dopiero w dniach następnych. Najlepszym prezentem dla dziecka w dniu pierwszej Komunii powinien być Jezus, którego dziecko przyjmuje po raz pierwszy.

Na spotkaniu z rodzicami przed pierwszą Komunią należy także omówić sprawę robienia zdjęć, czy nakręcania filmu wideo z przebiegu uroczystości kościelnej. Fotografowie i kamerzyści mogą bardzo utrudniać dzieciom skupienie. Nie można dopuścić do ołtarza wszystkich chętnych do robienia zdjęć. Biskupi polscy odgórnie zarządzili, by w czasie Mszy św. pierwszokomunijnej przy ołtarzu mógł być tylko jeden fotograf czy kamerzysta, a nie każdy uprawniony do tego.

W trosce o duchowe dobro dzieci pierwszokomunijnych, na spotkaniu duszpasterzy z rodzicami omawia się również sprawę przyjęć pierwszokomunijnych w domach rodzinnych dzieci. W tym względzie dochodzi dziś do wielu niewłaściwych zachowań. Po drugiej wojnie światowej, do końca lat 50-tych, dla dzieci pierwszokomunijnych urządzano w salkach katechetycznych wspólne skromne śniadania. Były to biesiady przypominające tzw. agapy, z pierwszych wieków chrześcijaństwa, organizowane po zakończeniu zgromadzeń liturgicznych. Pomnażały one u chrześcijan wzajemną miłość. Z czasem z takich wspólnych śniadań pierwszokomunijnych zrezygnowano, a w ich miejsce zaczęto urządzać w domach rodzinnych przyjęcia pierwszokomunijne dla gości. W miarę upływu czasu przyjęciom zaczęto nadawać zabarwienie coraz bardziej świeckie. Dziś organizuje sieje często z dużą wystawnością W wielu wypadkach na ich urządzanie nie wystarczają już domy rodzinne, ale wynajmuje się specjalne lokale. Uroczystość kościelna pierwszej Komunii stanowi w takim wypadku tylko znikomą część całej uroczystości, reszta to przyjęcie dla gości. W ten sposób pierwsza Komunia przestaje być świętem dla dziecka, a staje się okazją do balowania dorosłych i to czasami przy alkoholu. Jest to tym bardziej niewłaściwe, że dzieci przy pierwszej Komunii składają obietnice trzeźwości. Synody polskie zwracają uwagę na to by przyjęcia komunijne były bezalkoholowe. Dużo tu zależy od zdecydowanej postawy duszpasterzy.

Część kościelna dnia pierwszej Komunii odbywa się w naszej obyczajowości bardzo uroczyście. Dniem pierwszej Komunii jest prawie zawsze niedziela, jako dzień Pański. Na ten dzień dekoruje się kościół emblematami eucharystycznymi, eksponując główny ołtarz i dbając o szczególną czystość całego kościoła. Przyozdabia się także chrzcielnicę, a dzieciom pierwszokomunijnym przygotowuje się w kościele miejsca siedzące. Starannie dobiera się także śpiewy i oprawę muzyczną, a czasami sprowadza się nawet orkiestrę. Chodzi o to, by pierwsze pełne uczestnictwo dziecka we Mszy świętej, kiedy przyjmuje po raz pierwszy Jezusa do swego serca, pozostawiło w dziecku dogłębne przeżycie i wspomnienie. Jeden z naszych dzienników napisał kiedyś, że „Najprawdopodobniej zajmujemy pierwsze miejsce w Europie, jeśli chodzi o przepych podczas celebrowania tej uroczystości".

Dzisiaj coraz częściej słyszy się głosy krytykujące taki przepych. Nie chodzi przecież o jednorazowe pełne uczestnictwo dziecka we Mszy św. Po nim przyjdą następne, zwyczajne, które należy przeżywać także dogłębnie. I do takiego przeżywania Mszy św. należy dzieci zaprawiać. Zwraca się uwagę na to, że zbyt duże skumulowanie elementów, które mają za cel lepsze przeżycie przychodzącego do nich Chrystusa, czy lepsze zapamiętanie tego dnia, wywołuje czasem skutek odwrotny. Dzieci zamiast skupić się na tym, co najważniejsze, skupiają się na sprawach zewnętrznych, często drugorzędnych.

By zapobiec tym niepożądanym skutkom, trafiają się już parafie, które oddzielając pierwszą Komunię od pierwszej Spowiedzi urządzają ją np. w Wielki Czwartek. Stół rodzinny jest wtedy przypomnieniem Ostatniej Wieczerzy w wieczerniku. Po pierwszej Komunii zasiada przy nim wraz z dzieckiem cała rodzina. Dalsi krewni natomiast mogą przyjechać w gościnę w święta wielkanocne.

Dzień pierwszej Komunii św. jest świętem zarówno dla rodziny jak i parafii. Dziecko powinno przystępować do pierwszej Komunii świętej w swojej parafii. Chodzi o to, że pierwsza Komunia dziecka integruje zarówno samo dziecko, jak i jego rodzinę, ze wspólnotą kościoła parafialnego. W przeżywaniu tego dnia dziecku powinni towarzyszyć rodzice od rana do wieczora. To oni winni zadbać o to, by cała organizacja dnia pierwszokomunijnego, jak również spotkania z krewnymi, nie przysłoniły dziecku tego, co dla niego najważniejsze. Cała rodzina w tym dniu winna wraz z dzieckiem przystąpić do Komunii św. Biskupi polscy w roku 1977, na 155 Konferencji Episkopatu, pisali do wiernych: „Należy bardzo popierać zwyczaj przystępowania całej rodziny do Komunii św. w dniu pierwszej Komunii dziecka".

W Mszę św. pierwszokomunijną należy włączyć wszystkie zespoły parafialne, a zwłaszcza: ministrantów, lektorów, scholę i, jeśli istnieją, także inne zespoły muzyczne. Z dziećmi pierwszokomunijnymi należy uprzednio dobrze przećwiczyć: śpiewy, aklamacje, hymny i psalmy oraz odpowiedzi i wspólne modlitwy. Należy również przećwiczyć czynności i gesty oraz właściwe postawy ciała wymagane podczas liturgii Mszy św. Należy zwrócić uwagę na zalecane w liturgii chwile milczenia, a zwłaszcza należy dobrze przygotować komentarz do całej uroczystości.

Porządek uroczystości kościelnych dnia pierwszej Komunii św. zwykle bywa następujący:

  • do zgromadzonych na dziedzińcu kościelnym dzieci i rodziców wychodzi procesja z krzyżem i chorągwiami, za którymi postępują ministranci i ksiądz proboszcz. Na dziedzińcu kościelnym ksiądz proboszcz w kilku słowach wita zebranych, wyrażając równocześnie radość z doprowadzenia dzieci do Stołu Pańskiego. Następuje teraz pokropienie wodą święconą, po czym rodzice udzielaj ą dzieciom błogosławieństwa, czyniąc znak krzyża na czole swoich dzieci. Procesja wchodzi do kościoła przy śpiewie odpowiedniej pieśni religijnej i biciu dzwonów na wieży kościelnej. W kościele, według zwyczajów parafii, mogą być dziecięce podziękowania duszpasterzom, katechetom i rodzicom za trudy włożone w przygotowanie dzieci do pełnego uczestnictwa w Eucharystii.
  • Msza św. rozpoczyna się albo aktem pokuty, albo od razu hymnem „Chwała na wysokości Bogu", w wypadku, gdy na jej rozpoczęcie urządza się odnowienie obietnic Chrztu świętego.
  • Stosowne czytania mszalne mogą być wzięte z uroczystości Najświętszej Eucharystii. Wykonują je wybrani rodzice lub dzieci. Śpiewy międzylekcyjne zwykle wykonuje schola lub chór.
  • Homilię głosi celebrans, zwracając w niej uwagę na istotę uroczystości i na Chrzest dzieci, który umożliwił im przeżywanie pierwszej Komunii. Po zakończeniu homilii zwykle następuje odnowienie obietnic chrzestnych, według formularza z Wigilii Paschalnej. W czasie tej czynności dzieci trzymają w rękach zapalone świece. W modlitwę powszechną zaangażowane są zwykle dzieci i ich rodzice, czasami także wychowawcy. Dzieci przynoszą do ołtarza dary ofiarne. Bywa czasami, że wraz z darami przynoszą na ołtarz wypisane na kartkach swoje postanowienia trzeźwości i abstynencji od palenia papierosów, deklarowane przynajmniej na okres do ukończenia szkoły średniej.
  • Po przyjęciu Komunii św. przez dzieci odprawia się z nimi krótkie dziękczynienie, najlepiej w formie responsoryjnej modlitwy, lub wspólnej recytacji modlitewnej. Śpiewy mszalne winny zawierać treści eucharystyczne. Należy się starać, by były one znane ogółowi uczestników zgromadzenia eucharystycznego.

Taki mniej więcej porządek Mszy św. pierwszokomunijnej podają Agendy Liturgiczne oraz niektóre Synody Diecezjalne.

Ciekawy zwyczaj związany ze Mszą św. pierwszokomunijną istnieje w diecezji siedleckiej, a przynajmniej w niektórych parafiach tej diecezji. Przed pierwszą Komunią rodzice przygotowuj ą dla każdego dziecka specjalnie upieczone bochenki chleba. Bochenki te, złożone przy głównym ołtarzu w czasie Mszy św., zabierają dzieci do domów na przyjęcia rodzinne. Jest to piękny symbol łączący pierwszą Komunię w kościele z rodzinnymi zwyczajami domowymi.

Różnie wyglądaj ą popołudniowe nabożeństwa w dniu pierwszej Komunii św. Zaprasza się na nie gości pierwszokomunijnych. Są to zwykle nabożeństwa eucharystyczne i maryjne, połączone często z przyjmowaniem dzieci pierwszokomunijnych do szkaplerza. Często na tych właśnie nabożeństwach dzieci składają także swoje obietnice trzeźwościowe i antynikotynowe. Na końcu robi się grupowe zdjęcie pierwszokomunijne. Dodajmy tu jeszcze, że w każdej parafii powinna być założona specjalna Księga, do której wpisuje się dzieci przyjęte do pierwszej Komunii świętej.

Po pierwszej Komunii powszechnie urządza się tzw. Biały Tydzień. Jest to nawiązanie do tradycji katechumenatu z pierwszych wieków Kościoła, kiedy nowo ochrzczeni przez cały tydzień po Chrzcie św. nosili białe szaty. Biały Tydzień to wielka szansa przyzwyczajenia dziecię po pierwszej Komunii św. do należytego uczestnictwa w Eucharystii. Jeśli w tym czasie odbywają się w parafii procesje teoforyczne, to dzieci pierwszokomunijne biorą w nich udział.

Przedstawione w tym rozdziale praktyki związane z pierwszą Komunią dzieci w Polsce, w okresie od drugiej wojny światowej do lat dziewięćdziesiątych XX-go stulecia, nie różnią się zbytnio w tym względzie od praktyk Kościoła na Zachodzie. Nowe prądy odnowy katechizacji związane z Soborem Watykańskim II przyjęły się u nas z opóźnieniem, ale wszystkie one zostały wprowadzone. Powodem opóźnienia były przede wszystkim utrudnienia w działalności naszego Kościoła, czynione przez władze panującego systemu ateistycznego. Mimo tych utrudnień prawie wszystkie polskie dzieci były doprowadzone do pełnego uczestnictwa w Eucharystii w odpowiednim dla nich wieku. Po przetrwaniu tego trudnego okresu dziś nasz Kościół odzyskał upragnioną swobodę działania i bez przeszkód możemy znów w pełni realizować wszystkie wytyczne Kościoła Powszechnego.


Jak dobrze przygotować dziecko do I Komunii Świetej

Ewa Rozkrut

Słowo wstępne

Wśród terminów biblijnych, które nie mają w języku polskim dokładnego odpowiednika, znajduje się wyraz kairos; można go po polsku oddać jako czas właściwy. Na przykład rolnikowi nie wolno przegapić czasu, w którym powinien obsiać swoje pole, ani czasu zbierania owoców — w przeciwnym razie nic mu nie wyrośnie, albo osiągnięty plon się zmarnuje.

Podobnie, jeśli nie zajmę się moją matką czy ojcem w czasie ich choroby lub starości, później, po ich śmierci, będzie już na to za późno — po prostu wyznaczony na to kairos minął. Jeśli kairos, jaki sama natura wyznacza małżonkom na urodzenie dziecka, nie zostanie przez nich rozpoznany, potem może już nigdy nie będą mieli dziecka — niespodziewana choroba albo kryzys ich związku może im to obiektywnie uniemożliwić.

Swój kairos, swój właściwy czas, ma również przekazywanie dziecku wiary. Jeśli ten czas zostanie zmarnowany, dziecko może całe swoje życie spędzić daleko od Boga i od Kościoła. Kiedyś szczęśliwy tata, kiedy urodziło mu się pierwsze dziecko, zwierzył mi się, że wspólnie z żoną postanowili sobie wspólnie się modlić. „Żeby wspólna modlitwa w rodzinie była dla naszego dziecka zwyczajem niepamiętnym” — dodał. W rodzinie tej jest teraz czworo dzieci, troje z nich powoli zaczyna już wyfruwać z rodzinnego gniazda, a rodzice ich najbardziej cieszą się z tego, że każde z ich dzieci jest naprawdę z Bogiem zaprzyjaźnione i w swoim życiu stawia Go na pierwszym miejscu.

Wprowadzanie dziecka w wiarę powinno się dokonywać od samego początku, od samego jego urodzenia. Natomiast wiek pierwszokomunijny jest dla rodziców czasem szczególnie uprzywilejowanym do nawiązania ze swoim dzieckiem prawdziwej wspólnoty wiary. Na wszystko, co z wiarą jest związane, dziecko jest wtedy szczególnie otwarte. Cieszy się, kiedy może z tatą lub mamą rozmawiać na tematy związane z jego przygotowywaniem się do pierwszej Komunii. Chciałoby im opowiedzieć o tym, czego się dowiedziało na lekcji religii. Lubi zapytać któregoś z rodziców o jakiś szczegół z Ewangelii lub z katechizmu. Chętnie klęka do wspólnej modlitwy, pierwsze przypomina o tym, żeby pójść do kościoła. Słowem, i dla dziecka i dla jego rodziców jest to czas pod względem religijnym zupełnie wyjątkowy.

Szkoda by było, gdyby rodzice ten błogosławiony czas przegapili, bo tak jak każdy kairos, on już nigdy nie wróci. Co najmniej trzy wspaniałe rzeczy można w tym czasie osiągnąć. Po pierwsze, dla rodziców okres pierwszokomunijny ich dziecka jest wspaniałą okazją do ożywienia i pogłębienia swojej własnej wiary. Po wtóre, w tym okresie jest szczególna szansa na to, żeby dziecko poczuło się bratem lub siostrą w wierze swojego taty i mamy, a przecież wiara normalnie żyje i rozwija się tylko we wspólnocie wierzących.

Wreszcie po trzecie, rodzice mogą istotnie — więcej niż ksiądz czy katechetka, którzy mają z dzieckiem kontakt tylko epizodyczny — dopomóc swojemu dziecku do tego, żeby wiara stała się dla niego czymś bardzo ważnym i bardzo własnym. To właśnie w tym okresie dziecko uczy się tego, że obowiązki związane z wiarą mogą być prawdziwą radością oraz że troska o własną wiarę jest przede wszystkim jego zadaniem, jakkolwiek rodzice jeszcze długo będą mu w tym pomagać.

Ufam, że książka pani Ewy Rozkrut — osoby dobrze w tej problematyce obeznanej, bo jest ona matką pięciorga dzieci — pomoże wielu rodzicom dobrze wykorzystać, ten błogosławiony czas, kiedy ich dzieci przygotowują się do pierwszej Komunii Świętej, a także czas ich pierwszej gorliwości w przystępowaniu do Stołu Pańskiego.

o. Jacek Sali OP

Kilka >słów o wychowaniu.

Ciągle się rusza

Dziecko przede wszystkim lubi się ruszać. Robi to często, z krótkimi przerwami na zregenerowanie sił. Wystarczy mu naprawdę niewielki odpoczynek, który często połączony jest z kolejnym posiłkiem. Patrząc z boku można odnieść wrażenie, że bez przerwy je. Nie obawiajmy się, właśnie teraz jest odpowiedni czas na wspomaganie sił witalnych dodatkowym podwieczorkiem, lecz oczywiście trzeba małemu łakomczuchowi zagwarantować możliwość spalenia tych kalorii.

Drugoklasista z niebywałą wręcz radością wdaje się w różnego rodzaju potyczki, lubi zapasy, pływanie, jazdę na wrotkach czy na rowerze. Dla wielu chłopców nie ma nic ważniejszego od piłki nożnej — na udział w meczach zawsze znajdują siły. Poprzez osiągnięcia fizyczne dziecko sprawdza po prostu swoje możliwości. Gdy jest zmęczone, często bywa drażliwe. Najlepszym lekarstwem na „muchy w nosie” jest jakieś „małe co nieco”. Podreperuje wtedy siły i znów będzie gotowe do działania.

Dzieciom w tym okresie trudno w spokoju spędzić pół godziny, a co dopiero wytrwać na niedzielnej mszy świętej! Nie sposób nie zauważyć, jak kręcą się, przeszkadzają, ciągle się czymś zajmują. Chyba sporo na ten temat mogą powiedzieć kapłani sprawujący Eucharystię. Niełatwo wygłaszać kazanie do gromady radosnych dziewięciolatków. Potrzeba do tego niebywałego talentu oraz dobrego przygotowania. Być może spotkamy się z opinią, że kiedyś dzieci były grzeczniejsze — w znaczeniu �lepiej wychowane'. Nie można się z nią całkowicie zgodzić, gdyż dawniej dzieci podczas mszy świętej siedziały razem z opiekunem lub wcale nie były zabierane do kościoła. Obecnie zaprasza się dzieci blisko ołtarza, a przebywanie wśród rówieśników mobilizuje do wzmożonej aktywności. Na szczęście nie umniejsza to radości oczekiwania na spotkanie z Jezusem. My zachowywaliśmy się podobnie w tym wieku. Nie bójmy się ruchliwości naszych dzieci, zwłaszcza że przemija.

Koledzy są ważniejsi

Gdy mały człowiek wkracza w wiek szkolny, powoli przestaje się mu podobać zaborcza miłość rodziców. Broni się przed odkrywaniem swoich myśli, samodzielnie chce podejmować decyzje. Pragnienie dostosowania się do zwyczajów kolegów jest nadzwyczaj silne. Objawia się np. w noszeniu takich samych ubrań czy otaczaniu się podobnymi przedmiotami — wszyscy w klasie chcą mieć „trzypiętrowe” piórniki, dziewczynki takie same spódnice etc. Dziecko zaczyna naśladować też zachowania swoich kolegów, głównie te niepożądane — co wprawia rodziców w ogromne zdumienie. W wieku około dziewięciu lat u dziecka mogą pojawić się również brzydkie maniery: chodzenie z rozwiązanymi sznurowadłami, zapominanie o myciu rąk przed jedzeniem, rzucanie na podłogę kurtki, chowanie brudnej bielizny pod materac łóżka, ustawiczne niezamykanie drzwi. Podobne zachowania można wymieniać w nieskończoność. W rzeczywistości jednak zmiany te dowodzą, że dziecko bardzo dobrze utrwaliło sobie zasady dobrego wychowania, ponieważ doskonale wie, przeciw czemu ma się buntować. Gdy uzna, że wywalczyło sobie już pewną niezależność, powraca do normy. Skutecznym lekarstwem jest pozostawienie sporego marginesu swobody i dobry osobisty kontakt. Na niektóre wybryki można przymknąć oczy, lecz trzeba egzekwować to, co się nam należy.

Nieocenione okazują się rozmowy, szczególnie szczere i nie prowadzące do zdradzania powierzonych rodzicom tajemnic.

Zauważyłam we własnej rodzinie, że podobne chwile mają dla wszystkich wielką wagę. Mamy sobie naprawdę wiele do powiedzenia. Lubimy też spotkania w cztery oczy, odbywają się one najczęściej wieczorem. Nie rozliczamy dzieci z wykroczeń — dzielimy się za to kłopotami, radościami lub przemyśleniami o życiu i otaczającym świecie. Zachęcam do znalezienia choćby pół godziny co jakiś czas na tego typu spotkania. Poznamy nie tylko dzieci, ale i siebie samych.

Chciałabym też uczulić dorosłych na zjawisko niedostosowania się dziecka do grupy. Może mieć ono wiele przyczyn, lecz zawsze — okrutny wymiar. Dziecko bywa wówczas ignorowane albo nawet odrzucane. Nie łudźmy się, że zastąpimy mu rówieśników. Samotność sprawia, że czuje się nieszczęśliwe, choćby w domu twierdziło inaczej. Wie, co rodzice chcą usłyszeć, więc spełnia ich oczekiwania. W takiej sytuacji konieczna staje się nasza ingerencja. Nie polecałabym jednak ośmieszania kolegów, mówienia, że „inni się nie znają”, a absolutnie niedopuszczalne jest robienie awantur w szkole czy na podwórku. Do tego typu interwencji potrzeba trochę dyplomacji.

Najpierw trzeba ustalić przyczynę unikania przez nasze dziecko spotkań z rówieśnikami. Być może jest nią nieśmiałość, być może powody są inne. Zachęcam do wspólnej rozmowy. Dobrze ocenić sytuację potrafi często starsze rodzeństwo, które niedawno jeszcze mogło mieć podobne kłopoty. Pomóc też może wyobrażenie siebie samego w analogicznej sytuacji połączone z zastanowieniem się nad rodzajem wsparcia, którego oczekiwalibyśmy od bliskich. Absolutnie nie wolno zawstydzać dziecka, wyrzucać mu, iż nie umie bawić się z kolegami. Pod żadnym pozorem nie wolno też zdradzać jego sekretów.

Dobrym rozwiązaniem może stać się zaproszenie do domu kolegów. Nie tylko dziecko na swoim terenie będzie odważniejsze, ale i nadarzy się znakomita okazja do obserwacji, jak radzi sobie wśród rówieśników.

Proponuję porozmawiać o tych kłopotach z nauczycielem, poprosić go o zaaranżowanie wspólnych zajęć. Nie zaniedbujmy też stosunków z innymi rodzicami. Wymiana informacji o swoich pociechach daje możliwość lepszego ich poznania. Ponadto można wspólnie organizować dzieciom spotkania czy odprowadzać je na dodatkowe zajęcia. Koledzy nie stanowią zagrożenia ani dla rodziców, ani tym bardziej dla dziecka. Wprost przeciwnie — potrzebuje ono rówieśników, aby się mogło prawidłowo rozwijać, nauczyć kontaktów z innymi ludźmi, prowadzenia rozmowy, prezentowania swoich poglądów.

Nie wolno być zazdrosnym o sympatie dziecka. Nie okazujmy tego! Zazdrość stanowi sygnał, że dzieci traktujemy jak swoją własność — a przecież tak nie jest, są one nam podarowane przez Boga.

Okazuje niezależność

Cóż dalej? Dziecko już wcześniej zaczyna zauważać swoją niezależność, walczyć o nią, domagać się poważnego traktowania — a więc nie do pomyślenia jest poddawanie go nieustannej kontroli.

Pamiętam, że mój syn, gdy miał cztery lata, przyprowadził mnie do kuchni, stanął obok stołu i zapytał: „Czy jestem od niego wyższy?”. Potwierdziłam zgodnie z prawdą. On tylko na to czekał i dobitnym głosem powiedział: „To nie nazywaj mnie już więcej �malutki'!” Nie wiedziałam, co powiedzieć. Przystałam na jego prośbę i musiałam się później mocno pilnować, żeby nie używać tego słowa.

Skoro tak małe dzieci walczą o swoją autonomię, to co dopiero dziewięciolatki! W ich naturze leży pragnienie uniezależnienia się od dorosłych. Sądzą, że same wiedzą, jak należy postępować. Nawet rodzice nie są w stanie nieustannie ochraniać swojej latorośli, brakuje na to czasu i sił. Trzeba więc pogodzić się z wkroczeniem dziecka na drogę ku samodzielności, z którą wiążą się nie tylko prawa, ale także obowiązki.

Ci młodzi ludzie żyją już własnym życiem, podejmują decyzje i sami wybierają przyjaciół. Są przebojowi, pełni energii, odważnie zdobywają świat. Doceniają dorosłych z silnym charakterem, którzy tym samym zyskują u nich szczególny autorytet.

Nie znaczy to, że nagle musimy stać się groźni. Cóż zatem kryje się za określeniem „silny”? Człowiek „silny” to taki, który jest konsekwentny i zrównoważony, dotrzymujący słowa, wprowadzający ład. Jak się okazuje, aby poczuć się bezpiecznie, dziecko potrzebują granic, jasnych reguł. To zresztą odnosi się do otaczającego świata. Niefunkcjonalnie urządzony pokój albo bałagan powodują w dziecku wewnętrzny chaos, a to pociąga za sobą niekontrolowane zachowania. Dziecko nie radzi sobie w takiej sytuacji. Chyba każdy z nas przeżył podobne chwile...

 

Kilka refleksji o spowiedzi

Spowiedź jest to wyjątkowe spotkanie z Jezusem. W tym czasie możemy uwolnić się od grzechów i kolejny raz rozpocząć z czystą kartą swoje życie. Człowiekowi trudno wyobrazić sobie miłość Bożą. Zupełnie niepotrzebnie porównujemy ją z ludzką, skażoną grzechem pierworodnym. Wydaje się nam, że skoro nie potrafimy wybaczyć innym ich słabości, zadawanych nam ran, prześladowań, przewinień, to Stwórca postępuje w podobny sposób. Przypisujemy Mu swoje zachowania w określonych sytuacjach i w ten sposób zniekształcamy Jego obraz. Prawda wygląda inaczej. Jezus znał słabość ludzkiej natury i wkrótce po zmartwychwstaniu ustanowił sakrament pojednania, abyśmy mogli powstawać po każdym upadku. Spowiedź jest ratunkiem, nie karą — i jeśli nic nie stoi na przeszkodzie, powinniśmy korzystać z jej dobrodziejstw.

Wkrótce nasze dziecko przystąpi do pierwszej spowiedzi. Niewiele będziemy w stanie mu wytłumaczyć, jeśli sami rzadko przychodzimy do konfesjonału. Prawda jest taka: teoretycznie nie poznamy piękna spotkania ze Zbawicielem w tym sakramencie! To Jezus porusza duszę i obdarowuje łaskami, pokazuje drogę podczas spotkania, wreszcie zabiera od nas to, co nie pozwala nam spokojnie iść dalej. W przygotowaniach do spowiedzi naszej latorośli nie możemy liczyć tylko na katechetów, księży albo babcie. Jest to ogromnie ważny dzień w życiu naszego dziecka i właśnie w takich chwilach jesteśmy mu potrzebni.

Czekanie z rachunkiem własnego sumienia na czas komunijnej spowiedzi jest po prostu czasem straconym. Dlaczego? Dziecko obserwuje nasze życie, porównuje wypowiadane słowa czy deklaracje z postępowaniem. Na pewno zauważy, że tylko zachwalamy ten sakrament, a sami nie korzystamy z jego dobrodziejstw. Może wyciągnąć inne wnioski, niż zamierzyliśmy. Naprawdę nie warto odkładać spowiedzi na ostatnią chwilę, choćby z tego właśnie powodu. Warto w tym miejscu pokusić się o refleksje ogólniejszej natury. Być może z braku czasu nie zastanawiamy się nad naszym życiem duchowym. Żyjemy w bardzo szybkim tempie, troszczymy się o najbliższych, staramy się zapewnić im to, co niezbędne dla życia — a jeśli się uda, to również trochę więcej. Oczywiście, dbamy o dzieci, o to, żeby chodziły do kościoła i na katechezę, może nawet syn jest ministrantem, a córka śpiewa w scholi. Tymczasem nie to jest najważniejsze!

Trzeba zacząć od siebie, od zastanowienia się, jak wygląda mój kontakt z Bogiem, jak się modlę. Może chodzę do kościoła w niedzielę i przyjmuję kapłana podczas kolędy. Nie chodzi jednak tylko o to. Jezus powinien być dla każdego z nas kimś szczególnie ważnym. Dał nam życie wieczne, zbawił nas. Podarował nam coś, czego nie byłby nam w stanie dać żaden człowiek. Poza tym pozwala zbliżać się do Siebie, porozmawiać, pożalić się, podzielić radością. Ubogaca nas wiarą, prawdą, łaską, mimo tego, że oddalamy się od Niego. A dokładniej: gdy popełnimy grzech ciężki, to odwracamy się do Boga plecami. W takiej sytuacji porozumiewanie się, jakikolwiek dialog jest bardzo utrudniony, wręcz niemożliwy. Gdy ów stan trwa zbyt długo, to życie ludzkie staje się niełatwe, nawet jeśli na pozór wydaje się, że wszystko jest w porządku.

Jezus czeka! Gdy nie ma przeszkód, aby wyspowiadać się, należy korzystać z tego dobrodziejstwa. Sakrament pokuty pomaga nabrać sił do dalszego zmagania się z różnymi problemami. Jest to autentyczne spotkanie z Jezusem. Kapłan w konfesjonale pełni tylko rolę pośrednika. Na pewno prawdę tę znają wszyscy. Zdaję sobie sprawę, że zapewne wiele osób doznało przykrości od spowiedników i z tego powodu zaniechało korzystania z sakramentu spowiedzi. Rozumiem to, ale pragnę zwrócić uwagę, że bez oczyszczania sumienia zbliżanie się do Boga jest utrudnione. Powinniśmy starać się przezwyciężać uprzedzenia. Na pewno w tej intencji warto się modlić, prosić o łaskę przebaczenia. Istnieje również możliwość wybierania kapłana. Zagwarantował ją nam Sobór Watykański II. To oczywiście rozwiązuje sprawę, gdy mieszkamy w parafii, w której jest co najmniej dwóch księży, albo w mieście, gdzie jest kilka parafii.

Zachęcam do wcześniejszej rozmowy z kapłanem, powinna ona ułatwić samo przygotowanie się do spowiedzi, zmniejszyć lęk. Polecam również rozważenie korzystania z pomocy stałego kierownika duchowego — jeśli mamy takie możliwości i chęci.

Niech wcześniejsze uprzedzenia i rany nie oddzielają nas od Jezusa. Nie odkładajmy naszego nawracania się na czas komunii dzieci lub na koniec życia (przecież nie wiadomo, kiedy on nastąpi). Nieważne, kiedy był ten ostatni raz — istotne jest, z jakim zaangażowaniem rozpoczniemy od nowa. Gdyby pojawiły się kłopoty z przygotowaniem się do sakramentu, zawsze można kogoś, komu ufamy, poprosić o pomoc. Odwagi!

Prawda, że jest to fascynujące? Bóg składa w nasze ręce miłość miłosierną i pozwala, byśmy się wzajem nią obdarowywali!

A cóż mogą zrobić ci z nas, którzy z powodu różnych życiowych powikłań nie mogą przystąpić do spowiedzi?

Przede wszystkim trzeba wzbudzić w sobie pragnienie spotkania z Jezusem. Modlitwa zawsze jest możliwa. Jezus na pewno doda sił i otrze łzy. Żałować za grzechy da się w każdej sytuacji.

Zachęcam do podjęcia refleksji nad przyczyną niemożliwości korzystania z sakramentu pojednania. Być może uda się coś zmienić. Ale jeśli nie jest to wykonalne z powodu życia w związku niesakramentalnym, nie spoglądajmy na życie pod kątem jednego przykazania oddzielającego od spowiedzi i komunii. Koniecznie należy rozszerzyć perspektywę na cały dekalog i sprawdzić, jak wygląda. Bóg na pewno ubogaci każdego człowieka, który pragnie spotkania z Nim, który za Nim tęskni i Go kocha.

Komunia, ostatni rok przygotowań

W drugiej klasie przewidziane są dodatkowe katechezy dla dzieci i rodziców.

Przygotowanie dzieci

Drugoklasiści mają swoje spotkania w kościele. Pilnujmy, by nie opuszczali ich bez powodu. Podczas tych zajęć poznają życie i naukę Jezusa. Nie tylko słuchają opowieści księdza, często biorą udział w scenkach, a więc odgrywane postaci stają się im bliższe. Poza tym śpiewają piosenki, układają własne modlitwy i głośno je wypowiadają. Cóż to daje? Przede wszystkim odwagę, pewność siebie, umiejętność dzielenia się swoją wiarą z innymi. Ponadto dzieci przyzwyczajają się do przebywania w świątyni, dzięki temu nie kręcą się tak bardzo i nie rozglądają podczas Eucharystii. Bardziej koncentrują swoją uwagę na tym, co dzieje się na ołtarzu. Czują, że Jezus zaprasza je również do Swojego domu, a zatem nie trzeba Go zdobywać poprzez podkreślanie swojej obecności. A doskonale wiemy, jak dzieci potrafią to robić.

Często w jednej parafii do komunii przystępują uczniowie z różnych szkół. Nie znają się, więc zamiast słuchać nauk przyglądają się sobie wzajem, popisują, nie czują się bezpiecznie, są rozkojarzeni. Dlatego cykl spotkań pozwala im poznać się lepiej i polubić.

Uroczystość pierwszej komunii w kościele jest zazwyczaj ubogacona i nie przebiega tym samym rytmem co każdej niedzieli. Zwykle następuje procesjonalne wprowadzenie do kościoła, aktywny udział w liturgii dzieci i rodziców. Można wymienić czytania, wnoszenie darów na ołtarz, podziękowania.

W pewnej parafii rodzice utworzyli zespół muzyczny. Wspominali później, że takie uczestniczenie w Eucharystii niezmiernie ich ubogaciło. Dali też świadectwo swojej wiary innym.

Przygotowanie rodziców

Jak to dobrze, że na katechezy zaprasza się również rodziców.

Jednym z ważnych aspektów tych spotkań jest tworzenie wspólnoty. Dzieci i rodzice spotykają się systematycznie, wspólnie uczą się i modlą, razem przygotowują się do spotkania z Bogiem. W ten sposób przestajemy być anonimowi, a zarazem samotni. Jak długo te więzi przetrwają, zależy tylko od nas. Jednak podczas przygotowań dziecka do spotkania z Jezusem tego typu doświadczenia są błogosławieństwem. Może dla niektórych z nas stają się jedyną możliwością doświadczenia takich relacji z drugim człowiekiem. Wykorzystajmy je. Mamy możliwość wspólnie stawać przed Bogiem na modlitwie, lepiej się poznać, a przy okazji wymienić się doświadczeniami, choćby na temat wychowania czy też radzenia sobie w innych sytuacjach, jakie niesie życie. Poprzez otwieranie się na drugiego człowieka odkrywamy tę piękną sferę naszego życia, możemy sobie nawzajem pomóc: oddać część siebie oraz przyjąć dar od innych. Jest to bardzo ważne.

Podczas katechez dowiadujemy się więcej o Bogu, powiększamy wiedzę o wierze oraz śledzimy tok przygotowań naszych pociech. Przy okazji poznajemy bliżej księdza i wydaje mi się, że wtedy łatwiej umówić się do spowiedzi czy na rozmowę. Mamy czas, jak już wspominałam, na uporządkowanie swojego życia albo choćby na refleksje.

Co dalej?

Dzień, kiedy Pan Jezus po raz pierwszy przychodzi do serca naszego dziecka, przynosi błogosławieństwo całej rodzinie. Aby dobrze wykorzystać ten czas i otworzyć się na działanie Ducha Świętego, warto o tym pamiętać. Odkąd Jezus zagościł w duszy naszych dzieci, my rodzice możemy odetchnąć. Sam Bóg zadba o nie. Jednak, podobnie jak dbamy o rozwój fizyczny i zdrowie, musimy pielęgnować ich dalszy wzrost duchowy.

Jak to zrobić, od czego zacząć?

Na pewno od wspólnej modlitwy. Nie zaprzestawajmy jej, odkąd nastąpi moment komunii. Dziecko w ten sposób uczy się rozmawiać z Bogiem, a towarzyszenie rodziców daje mu poczucie bezpieczeństwa. Dziewięciolatki potrzebują naszego wsparcia, mimo że ich walka o własną autonomię może wskazywać na coś zupełnie innego.

Następny krok to rozmowa. Nie wypytywanie dziecka, lecz słuchanie. Jest to niewątpliwie trudna sztuka. Jednak, gdy ją posiądziemy, to na pewno będziemy mieli dobry kontakt z synem, czy córką. Rozmowę trzeba zacząć od nasłuchiwania tego, co młody człowiek chce nam powiedzieć, czego może nie wyrażać słowami, tylko na inne sposoby. Nasze otwieranie się na wszelkie przejawy chęci kontaktu z jego strony nie tylko doda mu odwagi, ale i ułatwi dialog.

 

Modlitwy

Rozdział ten zawiera modlitwy, które mogą odmawiać zarówno dorośli, jak i dzieci. Zapraszam do spisania swoich własnych: tych, które są nam najbliższe — oraz nowych.

1. Kochany Jezu, stajemy przed Tobą my i nasz syn (córka). Spójrz na nas, wkrótce zagościsz w jego (jej) życiu. Dziękujemy Ci. Pokaż nam drogę, którą mamy zmierzać.

2. Ojcze, pragniemy, abyś rozpoczął działać w naszym życiu. Pozwól nam zobaczyć, że jest coraz mniej spraw, które sami potrafimy doprowadzić do końca, i powierzyć wszystko Twojej opatrzności.

3. To dziecko jest Twoim darem, a nie naszą własnością, Dziękujemy Ci za nie.

4. Kocham Cię, Tatusiu mój w niebie, powiedz mi, jak mam się nie bać spotkania z Tobą na spowiedzi. Boję się, że będziesz się gniewać za moje złe słowa, myśli i to, co zrobiłem. Tak bardzo chcę być Twoim ukochanym synkiem (córeczką).

5. Jezu, wypełnij moje serce miłością, aby nie było w nim miejsc na lęk.


**************************************************************************************************

 

 

Maj - miesiąc Matki Bożej


fot. ks. J. Zając Maj od niepamiętnych czasów poświęcony jest czci Matki Bożej. Kiedy wszystko w przyrodzie kwitnie, pachnie i śpiewa, zwracamy się do Matki Jezusowej. To jest tak, jak w rodzinie. Kiedy człowiek jest jeszcze dzieckiem i przeżywa okres, który potem z perspektywy lat będzie nazywał najpiękniejszym czasem życia, okres dzieciństwa - wtedy pierwszą i najbliższą, kochającą nade wszystko osobą jest dla niego matka.
Podobnie jest w maju. Cała przyroda przeżywa jakby odnawiające się dzieciństwo. Człowiek poddaje się urokowi tego miesiąca i jest to najlepszy moment, by pomyśleć o Matce nas wszystkich - Maryi. Pisała przed laty Maryla Wolska:
(...)
Wszystko mówi dziś do Ciebie,
Głosy ludzkie, kwietne, wietrzne
I doczesne, i przedwieczne,
Wszystko się u stóp Twych kaja,
Pąki w sadach, ziarna w glebie,
Wszystko garnie się do Ciebie,
Ty gwiaździsta Pani Maja...!

Wraz z chrześcijaństwem w naszym kraju rozwijał się też kult maryjny. Myśli, jakie reprezentował, były tak podniosłe i atrakcyjne, że na nich opierało się w dużej mierze życie religijne naszych przodków, one stanowiły także natchnienie poetów i źródło tematów modlitewnych. Jedna z najstarszych świątyń polskich - katedra gnieźnieńska, zbudowana staraniem Mieszka I, otrzymała tytuł Maryi Wniebowziętej. Opiece Matki Bożej oddano również katedry w Płocku, Włocławku, we Lwowie. Jej imię nosiły opactwa i kolegiaty w Sandomierzu, Kaliszu, Łęczycy i Opatowie. Jedne z najstarszych świątyń Krakowa i Gdańska nazwane zostały mariackimi, poświęcone bowiem zostały szczególnej czci Bożej Rodzicielki.
Kronikarz polski Gall Anonim opowiada o Bolesławie Krzywoustym, że podczas marszu na Kołobrzeg "zarządził odprawienie nabożeństwa do Maryi świętej", co następnie z pobożności przyjął za stały zwyczaj. Tenże król, po oślepieniu brata Zbigniewa, odmawiał codzienne, w formie aktu pokuty, między innymi modlitwami, również Godzinki o Najświętszej Maryi Pannie. Na przełomie wieku XIII i XIV wiele kazań poświęcono tematyce maryjnej. Arcybiskup Świnka w roku 1285 nakazał księżom odmawiać jako stałą modlitwę Zdrowaś Maryjo. Od wieku XV powstawały w Polsce bardzo liczne bractwa religijne i literackie, mające na celu szerzenie kultu Matki Bożej.
Szybko rozwijająca się pobożność maryjna czyniła zadość dwóm naturalnym, głęboko ludzkim potrzebom. Maryja jest wzorem moralnej czystości i jako Matka Boga najpewniejszą Opiekunką i pomocą we wszystkich potrzebach. Polak średniowiecza, pełen wad i naturalnej słabości, odczuwał potrzebę istnienia wzoru doskonałości, który mógłby, choćby w jakimś stopniu, naśladować.
Na długo przed oficjalnym ogłoszeniem dogmatu o Niepokalanym Poczęciu, pobożność polska przypisywała Matce Jezusa wolność od zmazy pierworodnej. W nieporadnej jeszcze polszczyźnie, śpiewali o Maryi nasi praojcowie: "Nad anioły jesteś Panno podwyższona, pierwej grzechem nie zmazana, z dusząć ciałem w niebo wzięta". Tronem królestwa niebieskiego, kwiatem czystości panieńskiej, korzeniem czystości, radością aniołów i miłością wszystkich grzeszników nazywa Maryję XV-wieczna pieśń polska.
W polskiej pobożności postać Maryi - Matki Chrystusa posiadała zawsze cechy konkretne, bardzo ludzkie - ukazywano Ją jako zbliżającą się do ludzi, znającą ból i cierpienie. Śmierć Jezusa, będąca przyczyną boleści Maryi, faktem wpisanym w dogmat odkupienia, jest równocześnie zdarzeniem czyniącym Jezusa i Jego Matkę tak bardzo nam bliskimi.
Wszystkie nabożeństwa maryjne były dla Polaków szkołą, w której w sposób konkretny poznawali teologiczne prawdy wiary i mogli godnie oddawać cześć swej Królowej.
Gdy w 1837 roku dotarło do nas nabożeństwo majowe, bardzo szybko zaczęło się upowszechniać w wielu stronach kraju, choć jeszcze nieoficjalnie. Dopiero w 1852 roku po raz pierwszy oficjalnie nabożeństwo takie odprawiono w kościele Świętego Krzyża w Warszawie. Po 30 latach trafiło ono już do wszystkich parafii i stało się bardzo popularne. Nabożeństwo to jest pochwalnym hymnem ku czci Bogurodzicy, w miesiącu Jej poświęconym, kiedy w Litanii loretańskiej wysławiamy Ją przeróżnymi tytułami, prosząc, by była dla nas, wędrowców ziemi, najlepszą Matką.
Zacytujmy na koniec fragment wiersza nieznanego poety:
Ty, która kwieciem majowym swe szaty
Przystrajasz: ludu Patronko odwieczna,
Co ziemię w maju przyozdabiasz w kwiaty,
Kiedy nam wiosna zakwita słoneczna,
I kiedy ziemia budzi się uśpiona,
Bądź pozdrowiona...!

 


******************************************************************************************************************

 

 

Ból po stracie bliskiej osoby może być tak silny, że odbiera chęć do życia. Jak radzić sobie z trudnymi emocjami, które pojawiają się po śmierci najbliższych?


Nikt, kogo to nieszczęście nie dotknęło, nie jest w stanie wyobrazić sobie bólu, jaki czuje osoba, która straciła męża, syna, brata, matkę czy żonę. Nieco łatwiej pogodzić się z tragedią jeśli odejście bliskich było spodziewane. Może tak być np. w przypadku osób przewlekle chorych.

Inne emocje dotykają jednak tych, których odejście najbliższych dotknęło niespodziewanie, znienacka. Tych, którzy jeszcze rano żegnali współmałżonka przed wyjściem do pracy, by kilka godzin później dowiedzieć się, że już nigdy go nie zobaczą.

- Informacja o śmierci jest tak wielkim szokiem, że nasza racjonalność nie chce jej przyjąć do wiadomości. Dlatego ludzie reagują już różnie: płaczą, krzyczą, złoszczą się, zamykają w sobie, a czasem mdleją – mówi Ewa Chalimoniuk, psychoterapeutka z Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie. – W kolejnym etapie pojawia się potworna rozpacz, bezradność, złość i gniew. Opuszczonym przez bliską osobę bardzo trudno poradzić sobie z tym natłokiem emocji.

- Niektórzy proszą wtedy o środki uspokajające. Inni z kolei chcą te chwile przeżyć bez leków, co często wynika z obawy przed tym, że przytłumią one ich uczucia – mówi Ewa Chalimoniuk, często pracująca z osobami po stracie bliskich. – Jednak nowoczesne leki nie mają takich właściwości, one pomagają jedynie odpocząć chwilę od natłoku emocji.


**********************************************************************************************


Śmierć w rodzinie: jak poradzić sobie z żalem po utracie bliskiej osoby



W jakimś momencie życia każdy z nas traci kogoś bliskiego. To może być rodzic, dziecko, współmałżonek, przyjaciel - nie ma znaczenia wobec żalu, który zawsze towarzyszy takiej stracie", mówi Sharon O'Brien z seniorlivingabout.com. Niemożność obcowania z drogim krewnym lub przyjacielem sprawia ból i trudne do zniesienia cierpienie. Kuszące okazuje się w takich sytuacjach zaprzeczenie uczucia żalu, bo wówczas - jak nam się wydaje - moglibyśmy uniknąć rozpaczy. A jednak znacznie zdrowiej jest zaakceptować uczucia straty i opuszczenia, aby w sposób świadomy przebyć proces żalu.




 

Doktor William Worden w książce "Grief Counseling and Grief Therapy, Second Edition" opisuje „cztery zadania w żałobie". Mają one pomóc komuś, kto doświadczył śmierci bliskiej osoby, przetrwać czas żałoby oraz wkroczyć w nową fazę życia.

„W swojej pracy terapeutycznej doradzałam wielu osobom, które straciły kogoś bliskiego. Porównując osobiste doświadczenia z pracą Wordena wyszczególniłam kilka kroków pomocnych w procesie doznawania żalu i zmiany postrzegania rzeczywistości w wyniku poczucia opuszczenia. Mogą przynieść ulgę ludziom przeżywającym trudny czas z powodu czyjejś śmierci.


1. Trzeba zaakceptować, że utrata jest prawdziwa.

 

Pierwszą reakcją na wiadomość o śmierci bliskiej osoby zwykle jest zaprzeczenie. Negacja zaistniałego status quo następuje przy pomocy różnorodnych postaw - deprecjonowania wagi straty, a nawet oszukiwania się, że dana osoba ciągle żyje.


Często łatwiejsze jest intelektualne uchwycenie czyjegoś odejścia (tj. że fizycznie danej osoby już nie ma), niż zrozumienie emocjonalne (tj. że strata jest nieodwracalna, bliski już nie wróci). Pierwszym „zadaniem" w procesie doświadczania żałoby jest zatem przyznanie, że bliski nie żyje.
 

2. Nie odrzucaj uczucia bólu
 

Ból w żałobie może mieć zarówno wymiar emocjonalny, jak i fizyczny i nie ma sposobu, żeby go uniknąć. Postawa zaprzeczenia, odrzucenia bólu może prowadzić poważniejszych objawów fizycznych i przedłużyć proces zdrowienia.


Niektórzy ludzie próbują uniknąć cierpienia poprzez ucieczkę w wir zajęć, inni zażywają farmaceutyki, narkotyki lub sięgają po alkohol, by stłumić cierpienie.


Odczuwanie bólu po śmierci kogoś bliskiego jest trudne, ale istotne: pozwala wrócić do równowagi. Osierocony człowiek ma prawo rozpaczać, silne emocje muszą znaleźć „ujście", powstrzymywanie się od okazywania żalu tylko pogarsza sytuację.


Osobą przeżywającą żałobę targają różnorakie uczucia - żal, gniew, strach, gorycz, złość. Niektórzy zaś stają się apatyczni. Huśtawka nastrojów jest normalnym elementem procesu „dochodzenia do siebie" po śmierci kogoś bliskiego.
 

3. Należy przystosować się do nowego życia.

 

Kiedy umiera ktoś bliski, wraz z nim tracimy w pewnym stopniu nasz modus vivendi. Odczuwamy więc żal nie tylko z powodu utraty kogoś kochanego, ale i tęsknoty za dawnym stylem życia.


Oto przykład. Jeśli mężczyzna utracił żonę, odczuwa jej brak fizycznie i emocjonalnie, ale równocześnie przecież stracić w niej mógł drogiego przyjaciela, partnera seksualnego, kumpla do przejażdżek rowerowych, etc. Żal w naturalny sposób obejmuje także tęsknotę za spędzaniem czasu w sposób, do jakiego nawykł.


Uczucie żalu dotyczy wszystkich aktywności, których jesteśmy pozbawieni w związku ze śmiercią bliskiej osoby. Wielu osieroconych ludzi określa swoje życie jako puste, bezbarwne, bezsensowne. To normalne reakcje, ale po okresie głębokiego żalu przychodzi czas na powracanie do zdrowia, akceptację nowego stanu rzeczy i zaangażowanie się w nowe aktywności. Trzeba przeorganizować swoje życie i spróbować otworzyć się na innych.
 

4. Pamięć o zmarłym nie musi powstrzymywać przed ruszeniem naprzód.
 

To może być wyjątkowo trudne dla osób, które uważają, że są nielojalne wobec zmarłego, gdy zaczynają myśleć o radościach, nowym sposobie spędzania czasu, zabawie z przyjaciółmi. Tymczasem utrzymanie w sercu miejsca dla zmarłego nie musi wykluczać radości z życia.

W tej fazie zdrowienia ludzie zaczynają kształtować nową świadomość siebie samego, przestają unikać towarzystwa, zaczynają na nowo zajmować się swymi potrzebami. Wspomnienia o zmarłym pozostają, a ich nasilenie niejednokrotnie jeszcze może sprawić ból, ale świadczy to jedynie o tym, że dana osoba była dla nas bardzo ważna.


Na początku trudno uwierzyć, że cierpienie kiedyś przestanie być dominującym odczuciem. Z czasem jednak zmienia się jego nasilenie, a częstotliwość odczuwania żalu zmniejsza się. Nie powinno to stanowić powodu do wyrzutów sumienia, odnajdywanie blasków życia, nie tylko jego cieni, nie świadczy o zapomnieniu.
******************************************************************************************************************

Szacunek dla bliźniego


Przedziwny jest ten nasz ludzki świat. Europa od dwu tysię­cy lat chrześcijańska, a wokół nas trwa twarda, surowa walka o byt, o przetrwanie. Bezlitosne prawa eko­nomii bywają czymś zabójczym. Człowiek nie ma litości dla człowieka. Nawet w czasie pokoju, w zwykłych, bezpiecznych warunkach my ludzie potrafimy być niemiłosierni, zaborczy, samolubni. Umiemy iść do przodu jak taran, niszczyć wszystko dokoła, nie zwracając uwagi na innych, byle tylko zrealizować swoje dążenia. Czyżby świat zapomniał już o Chry­stusie? Czyżby wykreślił Jego przykaza­nie miłości? Czasami ludzie zadają pytanie: dlaczego Bóg pozwala na istnienie takiego świata? Dlaczego nie ingeruje? Dlaczego pozwala żyć terrorystom, mor­dercom, złodziejom? Dlaczego istnieje tyle zła? Czy Bóg jest? Czy widzi to wszystko? Czemu dał człowiekowi aż tyle wolności, że wybie­ra on często zło? Miłosierdzie Boga nie zna granic. Bóg czeka cierpliwie i wytrwale, by człowiek zrozumiał i nawrócił się. Co więcej, Bóg szuka człowieka zagubionego w świecie zła, by go przyjąć, zrozu­mieć, dać nową szansę. Zwłaszcza św. Łukasz w swojej ewangelii ukazuje wyraźnie te Boże cechy: miłosierny Ojciec w przypowieści o synu marnotrawnym, jawnogrzesznica, która zyskuje przebaczenie grzechów, grzesznik w świątyni – to tylko niektóre przykłady. Również dzisiejsza opowieść o niewiernym Tomaszu wskazuje na bezmiar miłosierdzia Jezusa – Syna Bożego. Wszak Jezus zmartwychwstały daje szansę wątpiącemu – pozwala się dotknąć, zobaczyć, uwierzyć. Nie skreśla tego, który jest tak bardzo przyziemny, materialny, sceptyczny. Daje szansę nawrócenia, przemiany, wiary. Każdy z nas potrzebuje nawrócenia, każdy też ma szansę zatopić się w morzu miłosierdzia Bożego. Bóg tego chce i to On oferuje taką możliwość.

W pewnej parafii odbywały się rekolekcje. Misjonarz wygłosił wspaniałe kazanie, pełne wzru­szających przykładów, wzywając do nawrócenia. Potem usiadł w konfesjonale. Przychodziło wielu małych grzeszników. W pewnym momencie usłyszał człowieka, który od 40 lat nie korzystał ze spowiedzi. Kapłan zapytał, co skłoniło go to tej przemia­ny? Jak to co – odparł ten za kratami – kazanie, które dziś usłyszałem. Ksiądz pytał dalej: Jakie słowa przemówiły do ciebie najbardziej? Żaden przykład – ojcze, żadne słowo. Jednak kiedy po 40 minutach usłyszałem: to była pierwsza połowa, a teraz przejdźmy do drugiej części, pomyślałem sobie: tak samo jest z moim życiem – pierwsza połowa już minęła, a teraz zacznie się druga, a ta musi być inna – lepsza. Zatem koniecznością jest nawracanie się człowieka. Chodzi tu o codzienną refleksję nad sobą i odpowiedź na pytanie: jaki jestem dla innych, dla bliskich. Wydaje się, że konkretnym symptomem tej przemiany może być nasza postawa miłosierdzia względem in­nych. Szanujmy bardziej drugiego człowieka. Bądźmy litościwi, przebaczajmy nawet największe krzywdy, zapominaj­my urazy, bądźmy wielkoduszni, dbajmy o dobre imię drugiego – słowem: bądźmy miłosierni jak Bóg jest miłosierny względem nas. Jakże wielka będzie radość Boga, jeśli owo­cem naszego nawrócenia będzie miłość miłosierna, zaś świat pełen wojen, krzywd, terroru i zła stanie się po prostu inny: piękniejszy i lepszy.

Człowiek zasługuje na szacunek !


Każdy z nas chciałby być szanowany, tolerowany przez innych. Szacunek wobec drugiego człowieka objawia się przede wszystkim akceptacją go oraz jego zachowania.

Uważam, że każdy człowiek zasługuje na szacunek.

Moim pierwszym argumentem na potwierdzenie powyższej tezy jest to, że akceptując drugiego człowieka zyskujemy szacunek innych osób. Gdy nie tolerujemy kogoś dlatego, że jest biedniejsza lub gorzej się uczy, to inni mogą przestać szanować nas.

Powołując się na przysłowie "nie rób drugiemu tego, co tobie niemiłe" mogę stwierdzić, że powinniśmy akceptować każdego człowieka, gdyż sami chcielibyśmy być szanowani. Gdy z kogoś będziemy się naśmiewać, to w przyszłości ta osoba może dokuczać nam, a tego każdy chciałby uniknąć. Nikt nie chciałby być potępianym za to, że czegoś nie potrafi, więc nie powinniśmy źle traktować innych.


Czeski pisarz Karel Capek powiedział: "możemy szanować człowieka dlatego, że jest od nas odmienny i możemy go zrozumieć, ponieważ jest nam równy" i ja zgadzam się z tymi słowami. Powinniśmy szanować każdą odmienność, ponieważ świat byłby nudny gdyby każdy tak samo wyglądał, myślał i zachowywał się. Równi jesteśmy wszyscy, ponieważ każdy odnosi sukcesy i ponosi jakieś porażki, bo w końcu nikt nie jest idealny.

 



*****************************************************************************************************************

 


Zmartwychwstanie Jezusa


Ewangelia wg. Św.Łukasza



W pierwszym dniu tygodnia, wczesnym rankiem, przyszły go grobu, niosąc wonności, które przygotowały. I zastały kamień odsunięty od grobu. Gdy tam weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa i poczuły się bezradne. Wtedy obok nich stanęłi dwaj mężczyźni w błyszczących szatach. Ogarnął je strach i schyliły głowy ku ziemi, a oni powiedzieli do nich: "Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych ? Nie ma Go tu ! Zmartwychwstał ! Przypomnijecie sobie, co wam powieział, gdy był jeszcze w Galilei: Syn Człowieczy musi byc wydany w rece grzesznikó, ukrzyżowany, a trzeciego dnia zmartwychwstanie". Wtedy przypomniały sobie Jego słowa. Wróciły od grobu i oznajmiły to wszystko Jedenastu oraz pozostałym. Były to:Maria Magdalena, Joanna i Maria, matka Jakuba. Również inne razem nimi opowadały to apostołom. lecz te słowa wydawa ły się im tak niedorzeczne, że nie uwierzyli. Piotr jednak wstał i pobiegł do grobu. Nachylając się, zobaczył jedynie płótna. Zdumiony tym, co się stało, wrócił do siebie.

*****************************************************************************************************************


Wielki Tydzień - czas bezpośrednio poprzedzający Święta Wielkanocne - wykształcał się w liturgii stopniowo. Początkowo sam post przed Wielkanocą trwał zaledwie 3 dni. Z czasem wprowadzono okres 40-dniowego postu - i wyróżniono Wielki Tydzień. Na treść wydarzeń Wielkiego Tygodnia składają się triumfalny wjazd Pana Jezusa do Jerozolimy w Niedzielę Palmową, ostatnie dyskusje Chrystusa z Sanhedrynem w świątyni, przepowiednie Chrystusa o zburzeniu Jerozolimy i o końcu świata, Ostatnia Wieczerza i Męka Pańska, wreszcie chwalebne Zmartwychwstanie. Obrzędy liturgiczne tych dni są tak wkomponowane, aby ułatwić odtworzenie tych wypadków, bezpośrednio związanych z tajemnicą odkupienia rodzaju ludzkiego, pobudzić do refleksji i wielkiej wdzięczności, doprowadzić do pojednania się w sakramencie Pokuty, odnowić w Kościele pierwotną gorliwość w służbie Bożej. Wielki Tydzień ma tak wysoką rangę w liturgii Kościoła, że nie dopuszcza nawet uroczystości. Gdyby zaś takie wypadły, odkłada się je na czas po Wielkanocy i jej oktawie (np. uroczystość Zwiastowania).

Wielki Tydzień otwiera Niedziela Palmowa. Nazwa tego dnia pochodzi od wprowadzonego w XI w. zwyczaju święcenia palm. Liturgia bowiem wspomina uroczysty wjazd Jezusa do Jerozolimy, bezpośrednio poprzedzający Jego Mękę i Śmierć na Krzyżu. Witające go tłumy rzucały na drogę płaszcze oraz gałązki, wołając: "Hosanna Synowi Dawidowemu". O uroczystym wjeździe Pana Jezusa do Jerozolimy piszą wszyscy czterej Ewangeliści. Samo to świadczy, jak wielką rangę przywiązują do tego wydarzenia z życia Jezusa Chrystusa.

Triumfalny wjazd Chrystusa do Jerozolimy Liturgia Niedzieli Palmowej jest rozpięta między dwoma momentami: radosną procesją z palmami oraz czytaniem - jako Ewangelii - Męki Pańskiej według jednego z 3 Ewangelistów: Mateusza, Marka lub Łukasza (Mękę Pańską wg św. Jana czyta się podczas liturgii Wielkiego Piątku). W ten sposób Kościół podkreśla, że triumf Chrystusa i Jego Ofiara są ze sobą nierozerwalnie związane.

Bardziej uroczyste niż zwykle rozpoczęcie Eucharystii ma swoją wielowiekową historię. W Jerozolimie już w IV w. patriarcha dosiadał oślicy i otoczony radującymi się tłumami wjeżdżał na niej z Góry Oliwnej do miasta. Zwyczaj ten wszedł w powszechną praktykę na Zachodzie w wieku V i VI. Zwyczaj poświęcania palm wprowadzono do liturgii dopiero w wieku XI. Aż do reformy z 1955 r. istniał zwyczaj, że celebrans wychodził w Niedzielę Palmową przed kościół, a bramę świątyni zamykano. Kapłan uderzał w nią krzyżem trzykrotnie, wtedy dopiero brama otwierała się i kapłan z uczestnikami procesji wstępował do wnętrza kościoła, aby odprawić Mszę świętą. Symbol ten miał wiernym przypominać, że zamknięte niebo zostało nam otworzone dzięki zasłudze krzyżowej śmierci Chrystusa. Obecnie kapłan w Niedzielę Palmową nie przywdziewa szat pokutnych, fioletowych, jak to było w zwyczaju dotąd, ale czerwone. Procesja zaś ma charakter triumfalny. Chrystus wkracza do świętego miasta jako jego Król i Pan, odbiera spontaniczny hołd od mieszkańców Jerozolimy. Przez to Kościół chce podkreślić, że kiedy Chrystus Pan za kilka dni podejmie się tak okrutnej śmierci, to jednak nigdy nie pozbawi się swojego majestatu królewskiego i prawa do panowania. Przez mękę zaś swoją i śmierć to prawo jedynie umocni. Godność królewską Chrystusa Pana akcentują antyfony i pieśni, które śpiewa się w czasie rozdawania palm i procesji.

W XI w. pojawił się zwyczaj święcenia palm. Wierni przechowują je przez cały rok, aby w następnym roku mogły zostać spalone na popiół, którym są posypywane nasze głowy w Środę Popielcową. Na Kurpiach palmy dochodzą do wielkości 2-3 metrów i są zwykle pięknie przystrojone w sztuczne kwiaty. Procesja z palmami jest z jednej strony upamiętnieniem wydarzenia sprzed wieków, z drugiej zaś - naszym kroczeniem wraz z Chrystusem ku ofierze, którą dzisiaj jest Msza święta. Ogłaszając Chrystusa Królem zgadzamy się w ten sposób na to, że nasza droga do Ojca prowadzi zawsze przez krzyż.

We Włoszech i w Hiszpanii w Wielkim Tygodniu urządza się przez 7 dni z niezwykłym pietyzmem i okazałością procesje pasyjne. Po ulicach wielu miast przeciągają procesje, zwane Passos. Mężczyźni i kobiety, ubrani na czarno, często z nasuniętymi na głowę kapturami. Na balkonach ustawia się kwiaty, zapala się mnóstwo światełek, uplecionych misternie w barwne dywany. Przy świetle świec i biciu dzwonów idzie długi pochód z niezliczonymi wizerunkami Chrystusa, Matki Bożej i świętych.
W Polsce Niedziela Palmowa nosiła także nazwę Niedzieli Kwietnej, bo zwykle przypada w kwietniu, kiedy to pokazują się pierwsze kwiaty. W Niedzielę Palmową po sumie odbywały się w kościołach przedstawienia pasyjne. Za czasów króla Zygmunta III istniały zrzeszenia aktorów-amatorów, którzy w roli Chrystusa, Kajfasza, Piłata, Judasza itp. chodzili po miastach i wioskach i odtwarzali misterium męki Pańskiej. Najlepiej i najwystawniej organizowały ten rodzaj przedstawienia klasztory. Do dnia dzisiejszego pasyjne misteria ludowe odbywają się w każdy Wielki Tydzień w Kalwarii Zebrzydowskiej.

Palmy w Polsce zastępują często gałązki wierzbowe z baziami. Po ich poświęceniu zatyka się je za krzyże i obrazy, by strzegły domu od nieszczęść i zapewniały błogosławieństwo Boże. Wtykano także palmy na pola, aby Pan Bóg strzegł zasiewów i plonów przed gradem, suszą i nadmiernym deszczem.Wyniszczenie i uniżenie Chrystusa

Poniedziałek, wtorek i środa Wielkiego Tygodnia są dniami szczególnie poświęconymi sakramentowi pojednania - nie wyróżniają się niczym, jeśli chodzi o liturgię. Niegdyś w Wielką Środę kapłani w kościołach odprawiali "Jutrznię". Dzisiaj ten zwyczaj można jeszcze spotkać już tylko w niektórych kościołach. Na pamiątkę ucieczki Apostołów w czasie aresztowania Chrystusa gasi się po każdym Psalmie jedną świecę, aż zostaje jedna. Tę bierze się z lichtarza i zanosi za ołtarz. Znika światło, symbol Chrystusa, zamordowanego przez ludzi. Po pewnym czasie kleryk ze świecą powraca zza ołtarza na znak Zmartwychwstania. Wtedy kapłani uderzeniami w pulpity brewiarzem dają znać o trzęsieniu ziemi, jakie zaistniało przy tajemnicy wyjścia z grobu Chrystusa.

Od Wielkiego Poniedziałku do Wielkiej Środy włącznie Pan Jezus dzień spędzał w Jerozolimie i nauczał w świątyni, a na noc udawał się do odległej o ok. 3 km Betanii, aby tam przenocować. Zapewne gościny Jemu i Jego uceniom udzielał Łazarz w swoim domu - z wdzięczności za niedawne wskrzeszenie go z grobu.

W Wielki Poniedziałek w drodze do Jerozolimy Chrystus uczynił uschłym figowe drzewo za to, że nie znalazł na nim owocu, a tylko same liście (Mt 21, 18-19; Mk 11, 12-14). Kiedy wszedł na plac świątyni i zobaczył tam kupców z towarami i bydłem, wypędził ich stamtąd (Mt 21, 12-13; Mk 11, 15-19; Łk 19, 45-48).

W Wielki Wtorek Pan Jezus prowadził najgwałtowniejsze polemiki ze starszyzną żydowską, które zakończył wielokrotnym "biada", rzuconym na swoich zatwardziałych wrogów (Mt 21, 20 - 23, 39; Mk 11, 27-32. 41; Łk 20, 9 - 21, 1). W wielkiej też mowie eschatologicznej zapowiada całkowite zniszczenie Jerozolimy oraz koniec świata, jaki zamknie dzieje ludzkości (Mt 24, 1-41; Mk 13, 1-33; Łk 21, 5-34). Zapowie także powtórne swoje przyjście na ziemię w chwale (Mt 25, 31-46). W przypowieści o roztropnym słudze, o mądrych i głupich pannach i o talentach będzie nawoływał do czujności (Mt 24, 42-55. 30; Mk 13, 33-37; Łk 21, 34-36).
Wielka Środa ma bezpośredni już kontakt z wydarzeniami Wielkiego Czwartku i Piątku. Sanhedryn na tajnej naradzie postanawia za wszelką cenę zgładzić Jezusa. Judasz ofiaruje Wielkiej Radzie Żydowskiej swoją pomoc za srebrniki, przyrzekając śledzić Chrystusa, a gdy będzie sam - zawiadomi o tym Sanhedryn (Mt 26, 1-16; Mk 14, 1-11; Łk 22, 1-6), aby Go można było pojmać.

Szczytem roku liturgicznego i Wielkiego Tygodnia jest Święte Triduum Paschalne Męki i Zmartwychwstania Pańskiego. Obejmuje ono liturgię Mszy Wieczerzy Pańskiej, sprawowaną wieczorem w Wielki Czwartek, wielkopiątkową liturgię Męki Pańskiej oraz najbardziej uroczystą i najpiękniejszą ze wszystkich liturgii Kościoła - Wigilię Paschalną sprawowaną po zapadnięciu zmroku w Wielką Sobotę - w Wielką Noc. Triduum kończy się wieczorem w Niedzielę Zmartwychwstania.

Droga Krzyżowa dla młodzieży

STACJA I - Piłat wydaje wyrok na Jezusa

Piłat musiał podjąć decyzję. Od jednego jego zdania zależał los Jezusa. Mógł Mu dać wolność lub mógł Go pozbawić życia.

Młodość to czas wchodzenia w świat odpowiedzialności. To czas dojrzewania do podjęcia wielkich decyzji, od których zależą losy nie tylko nasze, ale i wielu innych ludzi.

Naucz nas, Panie, właściwie osądzać siebie i innych.


STACJA II - Pan Jezus przyjmuje krzyż

Krzyż to trudne dobro. Na drodze życia ciągle jesteśmy w zasięgu dobra łatwego, które nas ciągnie ku sobie i chce nas zniewolić. Dobro łatwe - często jest pokusą. Dobro trudne - budzi lęk i nie mamy ochoty sięgać po nie. Ono wydaje się za drogie. Ono kosztuje.

Trzeba wiele odwagi, by oprzeć się pokusie łatwego dobra, które zniewala i sięgnąć po dobro trudne, które budzi lęk.

Panie Jezu wyciągający ręce po krzyż i ukryte w nim trudne dobro - naucz nas, ludzi młodych, odwagi i mądrości, które pomogą nam w sięganiu po dobro trudne. Ono bowiem nie zniewala, lecz zawsze ubogaca.


STACJA III - Pan Jezus upada pod ciężarem krzyża

Ciężar krzyża jest ponad Twoje siły, Panie. Oto leżysz na ziemi. Zdecydowałeś się na kroczenie drogą ofiary i chcesz nas przekonać, że tylko na niej możemy autentycznie wzrastać.

Dla nas ofiara - to strata. Patrząc na Ciebie, gotowi jesteśmy powiedzieć, że Twoja droga nie ma sensu. Tylko tracisz, z kroku na krok, tracisz siły, tracisz życie.

Według Ciebie, Panie, ofiara to nie strata, lecz wielki zysk. Płaci się sobą cenę wielką, ale zysk jest bez porównania większy. Ofiara, to najlepsza inwestycja, której owoce można podziwiać na ziemi i radować się nimi w niebie.

Panie, Mistrzu nasz i Zbawicielu, daj nam, ludziom młodym, ducha zrozumienia wartości ofiary.


STACJA IV - Jezus spotyka Matkę

Panie, miałeś wspaniałą Matkę, najwspanialszą z kobiet, jakie żyły na ziemi. Rozumieliście się bez słów. Ale i w Waszym spotkaniu były bolesne nieporozumienia. Pamiętasz, Panie, jak mając dwanaście lat zostałeś w świątyni, a Ona szukała Ciebie z bólem serca?

Prawdziwa miłość rodziców do dzieci i dzieci do rodziców kształtuje się przez długie lata. W okresie młodzieńczym nieuniknione są bowiem napięcia. Chodzi tylko o to, by one nie zniszczyły, ani rodziców, ani ich dzieci. By były twórcze, by doskonaliły ich wzajemny szacunek i miłość.

Panie, przez ręce Twojej Matki, prosimy Cię o błogosławieństwo dla naszych rodziców. Spraw, byśmy umieli ich coraz bardziej szanować i kochać.


STACJA V - Szymon z Cyreny pomaga Chrystusowi

Nikt dobrowolnie nie pomógł Ci, Panie. Uczynił to pod presją żołnierzy Szymon. Ulicą przechodziło wielu pobożnych Żydów i niejeden rozpoznawał w Tobie słynnego proroka i dobroczyńcę. Nikt jednak nie podszedł, nie zaproponował pomocy w dźwiganiu krzyża. Byłeś już skompromitowany i nie należało się Tobą zajmować.

Obok nas jest wielu ludzi nadmiernie obciążonych. Z trudem zmagają się ze swymi obowiązkami dzień po dniu. Tak wielu ich nie dostrzega. Ci zaś, którzy dostrzegają, nie widzą interesu, by im pomóc. Szkoda sił i czasu. Szymon zrobił najlepszy interes w życiu, biorąc na kilkanaście minut belkę Twego krzyża na swoje ramiona.

Naucz nas, Panie, pomagać potrzebującym pomocy, bo ubogacając ich, ubogacamy siebie. Naucz nas zwłaszcza pomagać naszym kolegom, koleżankom dotkniętym chorobą.


STACJA VI - Święta Weronika ociera twarz Jezusa

Weronika widziała ulice pełne ludzi, widziała żołnierzy, trzech skazańców, ale w tym obrazie dostrzegła to, co najcenniejsze - Twoją twarz. Tylu ludzi od kilku godzin robiło wszystko, by ją zniekształcić - bili pięściami, pluli, policzkowali, ranili cierniem. Zdawało się im, że niszcząc Twoją twarz, pełną dobroci i przebaczenia, zgaszą światło, bo chcą żyć w ciemności i działać w ciemności.

Weronika wiedziała jednak, że prawdziwego światła bijącego z Twojej twarzy nie da się zgasić. Ona chciała żyć w jego blasku i wbrew wszystkim, otarła Twoją twarz, przywracając jej majestat człowieczeństwa.

Panie, oby nikt z nas, ludzi młodych, nie dołączył do ludzi miłujących ciemność i zniekształcających oblicze człowieka. Chcemy stać po stronie świętej Weroniki i żyć w blasku Twojej światłości.


STACJA VII - Drugi upadek Chrystusa

Drugi raz usiłowałeś powstać z ziemi. Przy pomocy rąk żołnierzy udaje się to. Tylu ludzi się gorszy Twoją słabością. Ty wiesz, Panie, że na ziemi wszyscy gardzą słabym.

Panie, Ty wcale nie jesteś słaby, Ty jesteś wszechmocny. Dobrowolnie ukryłeś swoją moc i zgodziłeś się na klęskę. To tak, jakby genialny bokser wyszedł na ring i zgodził się na nokaut. Wszyscy, którzy w Ciebie wierzyli, opuszczą Cię rozczarowani.

Ty zaś zgadzasz się na klęskę, by przekonać przeciwnika, że licytacja siły na zasadzie klęski i zwycięstwa nie ma sensu; lepiej jest zrezygnować z rywalizacji i podać sobie dłonie w twórczej współpracy.

Panie, niewielu rozumie Twoją postawę. Nam, ludziom młodym, bardzo imponuje zwycięstwo. Dziś prosimy Cię, Panie, naucz nas wygrywać, ale naucz nas również mądrze przyjmować klęski.


STACJA VIII - Jezus upomina matki

Upomnienie. Trudno je przyjąć i trudno je przekazać. Buntujemy się, gdy inni nas upominają, sami też nie mamy ochoty upominać. Ty, Panie, słaby, cierpiący, na trzy godziny przed śmiercią upominasz napotkane jerozolimskie matki.

Prawdziwa miłość umie przyjąć upomnienie i umie je przekazać. To znak wielkiej troski o dobro drugiej osoby. Jeśli kogoś kocham, nie mogę zrezygnować z jego upomnienia, nawet jeśli mi powie: "Co cię to obchodzi".

Panie Jezu, naucz nas mądrze przyjmować upomnienia. Naucz nas dostrzegać miłość w sercu tych, którzy nas upominają, bo oni pragną naszego dobra. Naucz nas również trudnej sztuki braterskiego upomnienia kolegi i koleżanki, jeśli wchodzi na niebezpieczną drogę szukając złego towarzystwa.


STACJA IX - Jezus ponownie upada

Znamy ideał pięknego życia. Nie dostrzegamy jednak ludzi, którzy ten ideał realizują. Jest ich zbyt mało, by można ich było spotkać na co dzień. Stając przy Tobie, Panie, odkrywamy, jak trudno jest w pewnych sytuacjach trwać w realizacji ideału.

Już się nie dziwimy, że niejeden z niego rezygnuje. Dziękujemy Ci, Panie, za Twój przykład. Ty nie rezygnujesz, wstajesz z upadku, by dotrzeć do miejsca kaźni i złożyć do końca wyznanie swej miłości do Ojca i miłości do nas, ludzi - swoich braci.

Panie, udziel nam mocy do przezwyciężania wszelkich trudności w życiu i mądrości potrzebnej do realizacji ideału życia w sprawiedliwości, przebaczeniu, prawdzie i miłości. Pomóż nam dostosować życie do ideału, a nie ideał do karłowatego życia.


STACJA X - Jezus odarty z szat

Nagość Twoja, Panie, zmusza do zastanowienia nad nagością, którą wykorzystuje świat do budzenia i karmienia pożądliwości ciała. Pożądanie - wielki dar decydujący w dużej mierze o miłości mężczyzny do kobiety i kobiety do mężczyzny, tak często jest dziś wykorzystywany wyłącznie do zabawy. Młodość, to czas brania odpowiedzialności za ten dar.

Panie odarty z szat - naucz nas wędrować przez świat wideokaset, filmów, ilustrowanych magazynów, ze świadomością wielkości daru, który decyduje o godności mężczyzny i kobiety. Spraw, by każdy z nas odkrył w swoim życiu piękno i bogactwo ciała swojego i innych objawione w prawdziwej miłości.


STACJA XI - Pan Jezus przybity do krzyża

Spoglądając na scenę Twego krzyżowania, chcemy, Panie, prosić Cię o dar właściwego spojrzenia na okrucieństwo. Tak często świat odsłania przed nami sceny straszne, w których człowiek zadaje cierpienie człowiekowi. Tyle gwałtu, nienawiści, okrucieństwa.

Wiemy, że nasze młode serca, głęboko notują w pamięci każdą taką scenę. Wiemy, że ona w nim pozostaje na zawsze. Prosimy Cię, Panie, byśmy wszystkie te sceny znęcania się człowieka nad człowiekiem zawsze łączyli z Twoim krzyżowaniem.

Udziel nam łaski, byśmy nigdy i nikomu nie zadawali bólu, byśmy nie byli okrutni ani w słowach, ani w czynach.

Daj nam również moc, byśmy pamiętając o Twojej postawie w czasie krzyżowania, nie odpłacali ciosem za cios, lecz umieli modlić się w duchu przebaczenia za tych, którzy nas ranią.


STACJA XII - Pan Jezus umiera na krzyżu

Panie umierający na krzyżu - Tak często przedstawiają nam chrześcijaństwo jako religię piękną, pełną Bożego błogosławieństwa, opieki nieba i życia z rąk Opatrzności. Tymczasem ta Twoja droga wcale nie jest taka wygodna, miła, łatwa.

Gdzież jest Twój Ojciec, którego wzywasz? On milczy! Gdzież Jego miłość? Czyż na wołanie: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił nie zareagowaliby nasi ziemscy rodzice? Czyż Twój Ojciec ma Serce z kamienia? Tak trudno nam pojąć miłość, która zgadza się na cierpienie osoby kochanej.

Panie, dla nas, ludzi młodych, wędrówka za Tobą, nie jest kuszącą ofertą. Inne, te, które stawia świat, są o wiele bardziej interesujące. Nie dziwimy się, że Apostołowie uciekli tuż po Twoim aresztowaniu.

Panie, daj nam zrozumieć, że na drodze Twojej miłości zawsze się wygrywa, nawet wówczas, gdy z powodu przynależności do Ciebie trzeba ponieść śmierć. Daj, Panie, byśmy się nie przestraszyli trudów tej drogi.


STACJA XIII - Ciało Chrystusa zdjęte z krzyża

Panie, mogłeś jeszcze tak dużo dobrego uczynić. Tysiące chorych czekało na uzdrowienie, głodni - na chleb z Twej ręki, goście weselni - na dobre wino. Byłeś w pełni sił, zrezygnowałeś z tak wielkiej ilości dobra. To nie jest racjonalne.

Burzysz, Panie, nasz doczesny sposób myślenia. Wykonałeś zadanie i odchodzisz, bo zadanie Twoje nie polegało na ratowaniu ludzi dla doczesności. Wiesz doskonale, że tego się nie da uczynić. Świat doczesny przemija. Uzdrowieni - umarli, nakarmieni - znów byli głodni, a ci, których wskrzesiłeś - po pewnym czasie ponownie znaleźli się w grobie.

Chodziło Ci jedynie, Panie, o ukazanie nam drogi do ratowania się z tej przemijającej doczesności. Chciałeś nas przekonać, że nie należy się obawiać śmierci, bo poza jej progiem jest nowe życie.

Wyzwól nas, Panie, z myślenia czysto doczesnego i wprowadź w obliczanie naszego życia w wymiarach wieczności.


STACJA XIV - Pan Jezus złożony do grobu

Panie, w tym grobie czekało Twe Ciało na Zmartwychwstanie. Kiedy opuściło grób, było już poza zasięgiem rąk ludzi złych, których wciąż jest tak wiele na tym świecie. Ręce Kajfasza, Annasza, Piłata, Heroda, Judasza, żołnierzy z plutonu egzekucyjnego już Cię nie mogły dosięgnąć. Byłeś natomiast w zasięgu rąk ludzi dobrych: Matki, Piotra, Magdaleny, Jana, Tomasza, uczniów z Emaus.

Umocnij, Panie, w nas, ludziach młodych, wiarę w istnienie czystego dobra i pomóż nam przejść przez świat, w którym jest wiele rąk złych, tak, byśmy mogli z radością uścisnąć Twoją zmartwychwstałą prawicę.

Panie, przymnóż nam wiary.



Poprawiony: wtorek, 31 sierpnia 2010 21:48
 
© 2006 - 2010 Szkoła Sióstr Misjonarek Św. Rodziny w Białymstoku | Template designed by vonfio.de | Modified by Kamil Żywolewski | Based on Joomla! - GNU/GPL CMS